Dzisiaj kolejna przejażdżka na średnim dystansie - co prawda celem było Nowe Warpno, ale ciemne chmury na północy i zachodzie zniechęciły mnie na tyle, że odpuściłem sobie tą miejscówkę. A okazało się, że niesłusznie. Bo tam nie padało - mżawka złapała mnie za to w Dobieszczynie, ale drobna, zaraz wyschło jak na psie. Pojechałem klucząc po leśnych asfaltówkach od Tatyni przez Nową Jasienicę do Uniemyśla i potem od Trzebieży do rondka myśliborskiego. Powrót już prosto 115ką i przez Głębokie.
Nie dałem rady przejechać 1000 km w lipcu, zabrakło determinacji po stracie 8 pierwszych dnie bez roweru. Ale determinacja wyklucza przyjemność - a w sumie o nią najbardziej mi chodzi :-)
Jeżdzę wolno, bo ciągam za soba to żelastwo....
Miałem dziś chwilę chwały, na Litewskiej zdobyłem KOMa, po 179 próbie - mogę chyba kończyć karierę :-) Dedykuję sobie piękną melodię z tej okazji.
Mapka przy okazji, coś cię dzieje dzisiaj zGarminConnect.
Dzisiaj nietypowo, bo w sobotnie popołudnie - rano zanosiło się na deszcz... Przeszkadzał południowo-zachodni wiatr, ale nie chciałem odbierać sobie radości z jazdy. Po 40 minutach wystrzeliły w żyły endorfiny - Jezu, jak to lubię.... Do tego dobra muzyka - czego więcej chcieć ? Nie żyjemy w najlepszym ze światów, cieszmy się tym co mamy ....
Dron na granicy
Murem za Ojczyzną
Zbierały się ciemne chmury, trochę kilometrów dorobiłem tnąc na Bartoszewo i Dobrą. To był znakomity wypad, cieszę się wspominając go.
Muzycznie niedawno odkryłem naszą dziewczynę z Berlina - coś pięknego....
W czwartek po pracy zakupy, ale koło 19:00 udaje się wyskoczyć na rower - jazda na Piorunie, bo czasu niewiele. Oklepana trasa przez Lubieszyn na Blankensee i dalej przez Dobrą do domu. Jadę po deszczu, od wody z nieba nie zmokłem, ale pręgę skunksa na koszulce do domu przywiozłem :-) Wieczorna jazda ma swój kolor i smak, z łąk podnoszą się mgły. Pozwoliłem sobie na zaproszenie do wspólnej jazdy panów z Depeche Mode, wydawali się być zadowoleni.
Dzisiaj udało się uruchomić rower do pracy. Przyjemnie się rano jechało, czuć było w zdrowym ciele zdrowy duch, jak na załączonym obrazku mowa :
Szychta minęła jak z piczy strzelił, ale nie pocieszyłem się zanadto jazdą, gdyż wisiała nad nami pompa, a ja bardzo nie lubię jeździć w deszczu. Dzisiaj musiałem dwa razy ostro hamować - raz bałwan z bachoroprzyczepką zajechał mi drogę w parku, a na obwodnicy Arkonki lola na rolkach wykręciła mi rittbergera pod koła. Od Arkonki rozkoszowałem się ciepłym deszczykiem ;-)
Czyli krótko, za krótko, żeby dobić do tysiąca w lipcu bo i pogoda nie będzie sprzyjać. Pocieszmy się doskonałą muzyką....
Miałem ruszyć o 08:00 na trasę Pasewalk/Jatznick/Eggesin , ale pan grzebalski o tej godzinie dopiero konsumował śniadanie - dzięki temu zauważyłem sms od Arka i umówiliśmy się na wspólny wyjazd do Schwedt. To była dobra decyzja, bo przy mojej średniej dyspozycji sam bym nie wykręcił planowanych 130 km tak, aby być w domu o 14:30. Od Schwedt Arek włączył swój kalkulator i dzięki niemu bylem w domu na resztkach sił o 14:29 z zaliczonym stravowym Gran Fondo :-)
Ewangelia wg św.Ahmeda
Denkmal w Schoenfeld - wybłagany popas na 100 km...
Słonecznikowy gladiator ku uciesze starszejpani :-)
Dzisiaj miałem rozjechać drewniane nogi, ale małżonka podstępnie podała do śniadania lampkę prosecco, potem drugą, no to mamy rege day :-)
Dzisiaj kolejny raz w pracy na rowerze. No bo dlaczego nie ?
Szychta minęła (prawie) jak z piczy strzelił.
Dziś zjadłem w południe obiad, a pudełko lunchowe kurczakowo/warzywne zostawiłem na koniec dnia - dobry pomysł, miałem siłę pokręcić , z czego skorzystałem. Pojechałem przez Police i dalej na Jasienicę, pomknąłem przez leśnostrady 27 i 33, wracając przez Tanowo.
Dzwon na Skolwinie, chwila nieuwagi i taki klops...
Super pogoda, radość z jazdy, czego więcej trzeba ? Może jutra - dnia przerwy :-)
Kolejny dzień z pracowym dojazdem - zaczynam się przyzwyczajać jak Niemcy i Francuzi do islamskich zamachowców ;-)
Tym razem szychta zakończona prawie zgodnie z prawem pracy, pogoda co prawda średnia, ale w sumie w sam raz na średni dystans. Trasa rodziła się ad hoc, jechało się z przyjemnością.
Pchamy wózek dalej :-)
Seneka - nie dla szkoły, ale dla życia się uczymy....
Z dedykacją dla parlamentu i rządu, nażryjcie się....
Kolejny wyjazd do pracy - dzisiaj znowu nie udało się wyjść przed 17:30. Wiszące nad głową szare chmury i przykry wiatr nie nastawiały optymistycznie do dłuższej wycieczki. Ale chociaż troszkę po lesie koło Głębokiego się pokręciłem. Dobrze jest po pracy dotlenić mózg.
Po drodze przebijałem się przez dwie grupy polujące na pokemony - istna zgroza....
Z ciekawostek - załoga kawiarni "Kloc Cafe" rozpoczęła remont jednego z najstarszych przystanków tramwajowych w Szczecinie, na skrzyżowaniu Wojska i Wincentego Pola.
Realizacja planu jest wciąż "so far away", ale powalczymy :-)
Dzisiaj w planach było Nowe Warpno, ale Garmin zaraz po przejeździe przez Głębokie zapodał info "Bateria słaba". No to dałem mu szansę wytrzymania do Trzebieży i z powrotem, którą wykorzystał :-)
Plażowy gladiator Muzycznie stare, dobre lata osiemdziesiąte....
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)