Dzisiaj po pracy szybka - jak na mnie oczywiście - rundka przez Police. Zabrakło mi odwagi, żeby przepychać się z autami walącymi z Głębokiego na Dobrą .... Teraz wszystko mnie boli ....
Popracowa przejażdżka - wybrałem Police, bo ruch aut mniejszy, niż na Dobrą. W Pilchowie w kierunku na Leśno dostrzegłem kolarza, ale specjalnie się nie spinałem na pogoń. Z każdym metrem było jednak bliżej - dziewczyna na hipsterskiej szosie, włos rozwiany bez kasku, na plecach torba, ale łydka dobra, mocna. Wyprzedziłem jeszcze przed domami, siedzi na kole - wytrzymuje szybki zjazd, przed Policami wyprzedza z uśmiechem "dziękuję za podwózkę". Pora umierać. Dziękuję za uwagę.
Dzisiaj niedziela - to znaczy trening z Cubica Team :-) To znaczy, ruszam przed nimi, oni mnie doganiają i zostawiają za sobą. Dzisiaj znowu wytrzymałem do Buku, tam musi być jakieś pole grawitacyjne ;-) Potem już samotnie przez Stolec i Dobieszczyn na Tanowo i do domu. Było ciężko, bo znajomi z Dobrej, których nie zastałem na kawce, przyjechali w sobotę po południu z baterią win ;-) Życie jest piękne, gdy żyć się umie i sportową formą się zanadto nie przejmuje ;-)
Między Zalesiem a leśnym grobem trafiłem się z Mirasem, ale pędziliśmy tak, że zatrzymalibyśmy się po kilometrze ;-)
Teraz w serwisie jest Przecinak, z przyjemnością korzystam z zalet Puszczalskiej. Sobota - niby wolna, a tu , kruca bomba, mało casu... Króciutka pętla sławoszewska z przystankiem na kawę u znajomych. Z tym, że ich nie zastałem ;-)
W wolny piątek odbieram szosę z serwisu i koło południa ruszam na próbną pętlę. Troszeczkę ją wytrząsłem na płytach i bruku - no i dziwny odgłos skrzypienia powrócił. Ale w sumie nie ma to wpływu na jazdę, macham na to ręką. No bo po co narzekać, skoro pogoda piękna i żyć się chce :-)
Dojeżdżam do domu - słońce ! Szybko pakuję się na rower, żeby cyknąć krokusowe kobierce w słońcu. Zanim dojechałem, to zrobiło się ciemniej, a na Jasnych Błoniach złapał mnie mocny deszcz... Ponieważ i tak juz byłem mokry i brudny, a przestało padać po kilku minutach, to pokręciłem się po lesie ...
Zawsze coś, szkoda krokusów, bo chyba niedługo padną i się nimi nie nacieszymy.
Dzisiaj chciałem zobaczyć się z Grześkiem (Jamesem77) - co niedziela jego grupa z kolegami startuje z Głębokiego o 09:30. jakimś cudem udało mi się zdążyć. Grześka nie było, ale koledzy stwierdzili, że pewnie będzie czekał w Dobrej. Ruszyłem przed grupą, zeby się rozgrzać, peletonik ogarnął mnie w Wołczkowie. Uczepiłem się jak rzep psiego ogona i w sprinterskim (jak na mnie) tempie dotarliśmy do Dobrej - tam faktycznie czekał na rondzie James z kolegą. Pogadaliśmy sobie chwilę, jazda z prędkością ponad 30km na godzinę wskazywała, że rozmowa nie potwa długo - faktycznie, po skręcie na krzyżówce w Buku peleton odjechał, pomachałem na pożegnanie i tyle. Za słaby jeszcze jestem na takie przyjemności :-) Udałem się do Pampow, tak, aby zrobić trasę w granicach 40 km. Wracając z Pampow skręciłem w betonową polną drogę w prawo, sądząc, że dojadę nią do asfaltówki Mewegen-Blankensee, ale niestety, skończyła się w polu przy maszcie GPS. W ramach bonusu wyskoczyły sarenki i pojawiło się duże stado żurawi. Do domu wróciłem tą samą drogą, z pierwszym pojedynkiem na trasie Dobra-Głębokie. Jeszcze bardziej otyły ode mnie cyklista rzucił mi wyzwanie. To nie pora na walki, Boże, jeżeli zabrałeś możliwości, to zabierz też ambicję. W każdym razie na krzyżówce przy jeziorze byłem pierwszy ;-)
Dzisiaj mimo niesprzyjającej aury wybrałem się na krótką przejażdżkę - celem było odświeżenie sobie rowerowej drogi do pracy. Nad Odrą złapał mnie deszcz, który towarzyszył mi aż do powrotu do domu. Marne warunki do robienia zdjęć. Ale zatrzymałem się na Jasnych Błoniach - krokusy powyłaziły, ale nie rozchylają kielichów, jak dalej będzie tak ciemno i zimno, to z kolorowych kobierców niewiele wyjdzie.
Pierwszy raz widziałem też pomnik "Chłopca z Csepel" , świeże kwiaty to pamiątka po święcie Węgrów 15/03
To przyjaciel, czy zdrajca ;-) ?
Czekam na słoneczną pogodę i koleżanki, żeby się wspólnie spocić, też tak macie ?
Korzystając z krótkiego urlopu oraz w miarę sprzyjającej pogody, odkurzyłem szosę. Jazda szalenie przyjemna, aczkolwiek pupa odwykła od roweru ;-) Jak bonus spotkanie z żurawiami na polach między Bismarck a Tanger. Mój aparat nie pozwala na takie fantastyczne zbliżenia jak Tuni czy Janusza , ale wspomnienia są też kolorowe :-)
Teraz czekamy na bociany - wszystkie gniazda stoją puste.
Przyjemnie było zwiedzić stare kąty po gładkich niemieckich ścieżkach.
Po pracy myk na rower, korzystając z nieobecności cerbera ;-) Bardzo chciałem zjechać sobie mój ulubiony downhill z Podbórza do Siedlic. No , ale prawa fizyki są nieubłagane, żeby zjechać, trzeba podjechać. Tego mi nie wolno, stąd element zakazanego występku ;-)
Leśni porobili kolein i ubłocili, ale na szczęście błota nie było. Bukowy las zmienił swoje oblicze na łądnych kilka lat...
W tym miejscu odbijam na ścieżką nordicową do Polic, wyskakuję za szkołą. Zapada powoli zmrok - najkrótsza droga do domu wiedzie przez Leśno, oj, znowu zakazany podjazd ;-)
Od Pilchowa można po całości testować lampki, naładowane na szczęście.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)