Po pracy myk na rower, korzystając z nieobecności cerbera ;-) Bardzo chciałem zjechać sobie mój ulubiony downhill z Podbórza do Siedlic. No , ale prawa fizyki są nieubłagane, żeby zjechać, trzeba podjechać. Tego mi nie wolno, stąd element zakazanego występku ;-)
Leśni porobili kolein i ubłocili, ale na szczęście błota nie było. Bukowy las zmienił swoje oblicze na łądnych kilka lat...
W tym miejscu odbijam na ścieżką nordicową do Polic, wyskakuję za szkołą. Zapada powoli zmrok - najkrótsza droga do domu wiedzie przez Leśno, oj, znowu zakazany podjazd ;-)
Od Pilchowa można po całości testować lampki, naładowane na szczęście.
No i muzycznie coś o lesie ...
Komentarze (6)
Ja bym jednak tak nie biadolił, bo po długiej, wymuszonej przerwie sprawność musi wyraźnie być słabsza. Trzeba jeździć ostrożnie dla samej przyjemności jazdy i o ile nie będzie przeciw wskazań lekarskich z pewnością szybko nadrobisz zaległości ale jednak nie poganiaj czasu.
Michał - dokładnie tam. Trzeba się lasu uczyć od nowa, bo mało drogi w prawo nie przestrzeliłem - poprzednio był tam leśny klin, teraz jest polana... Faktem jest, ze poręby są wałowane i orane, co wskazywałoby na chęć zalesienia... Ale wysoki las to już na emeryturze tam zobaczę...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)