Jeszcze jeden i jeszcze raz, aby złamać 400km w lutym i 700 po 2 miesiącach - po pracy w stronę Polic, kłaniam się pamięci ofiar polickiego obozu pracy przy pomniku na Kuźnickiej , cały czas ścieżka rowerowa, przynajmniej na tym odcinku (dom - Police) nie mam co narzekać. Plan osiągnięty - cóż z tego, skoro koksy są już 300km przede mną... Jestem leszczem :-)
Dzisiaj Lenek zabiera mnie na wspólna wycieczkę po jego trasie od strony Przecławia :-) Spotykamy się przy stacji Szczecin Gumieńce - ale nie jechałem pociągiem, mam już w nogach 12 km. Mój zgrzytający łańcuch został przez kolegę przesmarowany, żeby wstydu w Niemczech nie narobić... Przecław, Będargowo , podjazd na Warnik - no nie powiem, długi... Potem skok do raju, czyli na niemieckie drogi, nawet przez pola prowadzą eleganckie betonowe płyty, po prostu szkoda porównywać z naszą dziczą... Przez Ladenthin i Rammin pod 1000 letni dąb w Loecknitz, herbata i małe co nieco przy jeziorze. Potem foto z Kotem (kiedyś wrzucę) i przez Boock / Blankensee do Dobrej, gdzie się rozjeżdżamy. Już nie kombinuję, przez Wołczkowo i Głębokie do domu. Towarzystwo i wynik dobre, to był fajny wypad.
Dzisiaj ja godzinkę wcześniej z pracy w pogoni za kilometrażem, słonko świeci, spróbuję nowej drogi. W Pilichowie odbijam na Leśno - okazuje się, ze nieprzypadkowo nazywa się ono Górne... 2-3 km pod górkę w towarzystwie aut ZPL , za to potem z górki - prawa fizyki są nieubłagane :-) Żeby zjazd nie był zbyt przyjemny mamy inhalację przy wysypisku w Sierakowie, skoro smród jest potężny w lutym, to chyba w lecie nie będę fanem tej trasy... Od Siedlic do Polic ścieżka, potem przez miasto do kolejnej ścieżki na Tanowo. Stamtąd już wszyscy wiedzą jak i gdzie :-)
Niedziela - wieje jeszcze bardziej. Ale szukam kilometrów, w związku z tym w Bismarcku zwalczyłem pokusę odbicia na Blankensee i ruszyłem w nieznane, czyli do Loecknitz. Walczyłem na głównej drodze, przez co zauważyłem różnicę w kulturze jazdy samochodów niemieckich, oni potrafią zauważyć rowerzystę i go uszanować. Nie uszanował mnie za to wiatr i deszcz , który lunął z jasnego nieba. mały hardcore, dobrze, że nikt mnie nie słyszał. Koło Ploewen wjazd na ścieżkę rowerową. W Loecknitz herbata w towarzystwie słynnego Kota i dalej w drogę - kierunek Boock / Blankensee. Cisza, spokój, czystość - tylko ten wiatr... Przy wyjeździe z Loecknitz tajemniczy teren otoczony betonowym płotem i drutem kolczastym - podczas wojny produkowano tu amunicję. Rozumiem, że na brak zamówień nie narzekano. Po powrocie na Ojczyzny łono stała trasa Buk/Dobra , mimo wiatru na jazda na Police, Bartoszewo/Głebokie i dom, ciepła kąpiel i zupa, o jaka gorąca i dobra, sam robiłem :-)
Sobota - ale wieje ! Jak zwykle, z domu do Tanowa fajnie, wypuszczam się do Tatyni i wracam tą samą drogą , jak zwykle pełen pokory dla południowego wmordęwindu przez Tanowo i Głębokie. Bociana w Tatyni jeszcze nie ma, gdyby kto pytał.
Niedzielna szybka przejażdżka, kolejny wariant okrążenia Dobrej - Lubieszyn, stara droga, dojazd do Sportowej , na rondku na Police i znowu via Bartoszewo i Głębokie do domu. Zawsze coś :-)
No, już wiem że w lutym mam pozamiatane, koks Lenek już dorzucił mi 120km w nieuczciwej walce (wolny dzień w tygodniu). Trudno - przynajmniej mogę się oszukiwać, że jeżdżę wyłącznie dla przyjemności ;-) Dzisiaj samodzielny wypad do Niemiec przez Lubieszyn - Lenek polecił drogę na Bismarck i Blankensee. Znowu wizyta w innym rowerowym świecie - można zbudować ścieżkę rowerową koło drogi krajowej ? Można ... W Bismarcku przestrzeliłem drogę na Blankensee, ale wioska jest na tyle nieduża, ze pomyłka zostaje szybko skorygowana (a zawsze 0,5 km doliczamy do wyniku, a co). Bardzo przyjemna jazda do Blankensee, potem już mniej przyjemna do ścieżki Buk/Dobra. Decyduję się na rondku w Dobrej odbić na Police i via Bartoszewo i Głębokie powrót do domu , przyzwoity wynik :-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)