Wybity kciuk sprawił, że wybrałem w słoneczne przedpołudnie kijki zamiast roweru. Wybrałem się na rowerowe kółko, maszerowało się całkiem nieźle, za wyjątkiem kawałka szosy Dobra-Wołczkowo. Zasadnicza różnica między chodem a jazdą jest taka, że psy mają duuuużo czasu, żeby człowieka wyczerpująco oszczekać :-)
Przy dobrej marszowej muzyce droga żwawo przesuwa się pod stopami :-)
Krótka rundka przed wizytą w filarmonii. W programie muzyka współczesna Philipa Glassa, muszę się zainteresować minimalizmem, bardzo przypadł mi do gustu.
Wczorajsza wizyta u lekarza nie napawa optymizmem, na razie "wyczyn" (hahaha, ja i wyczyn) mam z głowy. Ale ruszać się mogę, to nie ma co popadać w deprechę, tylko powoli do przodu.
Raczej będę wytrwałym nordyckim wędrowcem przez jakiś czas.
Kolejna krótka rundka truchtu zaliczona, kolejne aktywności zaplanowane na weekend.
W weekend poprawiałem sobie nastrój koncertami. W piątek "Coma" z supportem w postaci "B-sides" , natomiast w sobotę genialni wręcz "Tides from Nebula" , z supportami "Moose the Tramp" oraz "Tranqulizer". Światowy poziom, do dzisiaj zbieram szczękę z podłogi.
Dzisiaj wietrznie, ale słonecznie. Dobrze chodziło się po lasku i koło Głebokiego. Niestety, buty lądują w koszu, mam dosyć obcierania ścięgna albo alternatywnie bólu kolana.
Powrót do truchtania po dłuuuugiej przerwie. Na razie jest dokładnie to, na co czekałem, czyli stalowa obręcz na piersiach oraz ogólny ból dupy. Czyli wszystko zgodnie z planem. Na razie zatem krótko, ale w ciągu miesiąca powinienem się rozbiegać.
Pora na ucieczkę od pracowego stresu. Tydzień urlopu, bez szczególnie rowerowej pogody. Ale wykorzystam go na psychiczne i fizyczne wdrożenie się do treningu w ramach #ProjectMonster, który tak naprawde miał wystartować już we wrześniu.
Poznajcie potwora ...
Genezę potworności odkrylibyście przy zdjęciu z profilu, nad paskiem wisi nadprogramowe 7 kg. Do końca lutego ma tego nie być.
Proszę trzymać kciuki, za wyśmiewanie średnich , wycieczek na kijach itp itd będą bany, donosy do prokuratury oraz wizyta policji w internetach.
Dzisiaj uraczyłem się słoneczną pogodą i wykorzystałem fakt zmrożenia piaskowych leśnych ścieżek. Jazda taka jak lubię, to znaczy ta droga gdzieś mnie doprowadzi. Zimny wiatr mnie wychłostał na pustaci Węgornik-Łęgi, nie zabrałem nawet batonika, więc wracałem już na słabych nogach...
Bardzo fajnie się tak powoli toczyć, olewać średnią, stawać co chwila i słuchać odgłosów jesiennej przyrody - polecam :-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)