Do 300 zostało tylko 10 km ! Pogoda taka jak wczoraj, czyli powtarzamy wszystko z wyjątkiem gleby na Litewskiej, bo chodnik też jest dla rowerzystów. Obserwacja - w trakcie jazdy ręce się zagrzewają wprost proporcjonalnie do wychładzania stóp. Spostrzeżenie może nie na Nobla, ale zawsze to nowe doświadczenie. Ta sama trasa przez Dobrą pozwala złamać upragnione "czysta" :-) W styczniu pokonałem znajomych koksów, na pewno dyszą żądzą rewanżu ;-)
Powoli opanowuje mnie mini-koksiarstwo, do dystansu 300 km zostało zaledwie 30 km ! A tu za oknem zima, śnieg i 10 stopni poniżej zera... Teraz albo nigdy, bo małżonka w delegacji ... 2 pary kalesonów, 3 pary skarpet (opinacze jeszcze weszły) , 3 pary rękawiczek i gruba bluza pomiędzy kurtkę i wiatrówkę, krem narciarski na lica, okręciłem się jeszcze szalikiem i pajechali ... Na Litewskiej lód i pierwsza zimowa gleba-klasyk po uślizgu (kierowco granatowego Renault ruszającego spod stadionu - nie pozdrawiam). Po otrzepaniu (dobrze, ze nikt mnie nie słyszał) decyzja o poruszaniu się po asfalcie - ścieżka do Głębokiego odśnieżona potem do Dobrej , na rondku w tył zwrot i tą samą drogą do domu. Widok mijanych przechodniów - bezcenny. Szkoda, ze nie zrobiłem słitfoci z soplami lodu zwisającymi z szalika ;-)
Sobota z pogoda możliwą - czy kiedyś sądziłem, że zmobilizuję się na rowerową przejażdżkę w styczniu ? Sytuacja domowa pozwala na 3-4 godziny wagarów od odkurzacza i szmaty, odważna decyzja o przejeździe przez Stolec. Tradycyjnie przez Bezrzecze / Lubieszyn / Dobrą - herbata w wiacie na Zachodniej i drogą szwajcarską (bo tak dziurawą jak ser) do Stolca, rzut oka na zrujnowany pałac i dalej na Dobieszczyn. Tam asfaltowa droga przez las o dziwo dużo lepsza, chwilę walczyłem z pokusą skoku do Myśliborza, ale dobrze, ze odpuściłem, bo mój towarzysz południowy wiatr jak zwykle uczył pokory do samego domu przez Tanowo i Głębokie, dobrze, ze nikt mnie nie słyszał ;-)
Po tygodniu zimowej przerwy ryzyk-fizyk, wiatr z południa trochę za mocny , skręcimy z Tanowa na Police i zobaczymy gdzie pedały poniosą. Wiatr w plecy poniósł aż do Jasienicy, zwiedzanie + wycieczka w stronę brzegu Odry zakończona przed strefa błotną - wrócę tam w czasie pory suchej. Potem wzdłuż ZCH , sądząc z odoru produkcja idzie pełną parą 7 dni w tygodniu. No i niestety od centrum Polic w stronę Tanowa droga przez mękę pod wiatr, troszkę odpuścił po wykręceniu na Pilichowo/Głębokie, ale do samego domu jazda nieco przykra, dobrze, ze nikt mnie nie słyszał ;-)
Słońce, jadę sprawdzić, gdzie popełniliśmy błąd koło Świdwia. Bezrzecze - Dobra - Grzepnica i w las - naiwnie liczyłem na marny asfalt, ale było piaszczysto-błotnie. Dało radę jechać - trafiłem do legendarnego Węgornika, jeszcze tam wrócę przy suchej pogodzie, bo las fajny i ciekawy budynek ktoś wyrychtował przy rzeczce... Stamtąd już ubita droga na Gunice, Tanowo - Głębokie i do domu...
Dzisiaj wycieczka z koksami, Lenek i Krzysiek będą ciągnąć za sobą leszczyka :-) Ruszamy z Głębokiego, potem Dobra, Buk i niespodzianka - jedziemy przez inny rowerowy świat, czyli Niemcy. Blankensee - Pampow - Gruenhoff i super ścieżka w lesie aż do zjazdu na drogę na Dobieszczyn. Tam proponuję zjazd na Zalesie, jedziemy na Świdwie i tu następuje katastrofalna pomyłka - zamiast na Węgornik skręcamy na Stolec ... Dodatkowe kilometry w nogach i jako leszcz zaczynam odczuwać nierówności polskich dróg (nie tylko w nogach). Znowu znajoma ścieżka do Dobrej i mozolne dokręcenie do domu z kilkusetmetrową stratą do koksów... Ale pomyłka zaowocowała niespodziewanie dobrym dystansem - nie narzekajmy zatem :-)
No to w drogę, kac nie dolega po spokojnym Sylwestrze na białej sali. Duża pętla przez Dobrą , czyli Pogodno-Bezrzecze-Dołuje-Lubieszyn-Dobra-Grzepnica-Bartoszewo-Pilichowo-Pogodno. Dla dokręcenia kilometrażu objazd jeziora Głębokie - szacunek dla noworocznych morsów. Drogi puste, pobocza zaświnione resztkami petard, naród świętował hucznie.
Miałem założyć profil tutaj, żeby się zajebiście zmotywować. Że samo liczy, że inspiruje, że prawie samo jeździ ... Namówiły mnie 2 znajome koksy, które są tysiące kilometrów przede mną, no więc podążać będę w ich cieniu do celu. Do celu - czyli ? Chyba dla zachowania zdrowia i kondycji, udało mi się pozbyć 20 kg tłuszczu i liczę, że regularne rowerowanie pomoże mi utrzymać dobre samopoczucie, dobra forma i poznanie kawałka okolicy mijanej do tej porty autem będą fajnym bonusem.
No to alleluja i do przodu - kiedyś pomyślałbym, że tylko pomyleniec wybiera się na rower w styczniu, ale właśnie ide pompować koła ...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)