Dzisiejsza jazda do pracy obarczona ryzykiem popołudniowych opadów, zatem powrót nieco krótszą trasą przez Warszewo i Podbórz, dawno nie jechany zjazd przez Gubałówkę do Głębokiego i przez Arkonkę do domu. W coraz silniejszych podmuchach wiatru i nadciagającej burzy.
Kolejny powrót na rower (i w ogóle do aktywności) po wyjeździe i kolejnej drobnej kontuzji. Tym razem odbita przy weselnych szaleństwach pięta :-) Do pracy normalnie , powrót w dużym ruchu samochodowym przez Pomorzany, Ustowo, Warzymice i Mierzyn.
Do tygodniowego planu 150km (mało ambitnego) zostało mi 82 km, więc niedzielny wybór padł na Nowe Warpno. Jechało mi się bardzo dobrze, silny wiatr w sumie tak kręcił, że raz pomagał, raz przeszkadzał.Musiałem zdążyć do domu na 13:00 i idealnie sie wyrobiłem, mimo, ze kosztowało mnie to dużo siły.
Pozdrowienia od rybaka.
Litt Matten zabrał rowerzystów do Altwarp.
Przy okazji rozpocząłem trzeci tysiąc przejechanych kilometrów, słabizna.
W piątek rowerem do pracy, aby uniknąć stania w korkach spowodowanych "Pyromagic". Powrót mocno improwizowany przez Puszczę Bukową, w której bardzo dawno nie byłem. Forma nie jest podjazdowa, więc szutr od Chłopskiej dał mi się we znaki. Potem było już lepiej, bo z górki - ze Smoczej odbiłem w leśną drogę przy dębie Frater. Wyleciałem nią na drogę nad autostradą A6 w Kluczu.
Szczecin Garden wita.
Przejazd przez Klucz nie był łatwy, bo zarówno ulica Bielańska, jak i Sucha to bruk i to dosyć marnej jakości. Potem zatłoczoną krajówką przez Żydowce do Podjuch i podobnie zatłoczoną Krygiera w stronę Ustowa. zapomniałem o tym "Pyromagic", a tłumy waliły... Potem wybrałem drogę przez Przecław i Warnik do Mierzyna. Gdyby ktoś był zainteresowany, to zupełnie rozkopana jest ulica Drozdowa na Krzekowie (do Żyznej).
W sobotę zrobiłem sobie spokojny test na dłuższym dystansie, w ramach obserwacji nóg pod kątem puchnięcia. Na szczęście przy turystycznym tempie wszystko było dobrze. Plan wycieczki był nieco inny, ale z uwagi na deszczowe i burzowe chmury uległ modyfikacji. Najpierw przez Warnik i Krackow do Penkun i dalej do Schmoeln, gdzie zaplanowałem postój.
Dosyć duży kościół w Schmoeln.
Pomnik poległych w I WŚ przy kościele w Schmoeln.
Tam właśnie zmieniłem plany, bo chciałem jechać do Prenzlau. Zamiast tego ruszyłem w kierunku na Bruessow, w ramach nowości pojechałem przez miejscowość Trampe. Dojazd płytami betonowymi, w nienajlepszym stanie - nie polecam na karbonowe, drogie rowery. W samej wiosce jest mały kościółek i kamienny drogowskaz.
Kościół w Trampe
Drogowskaz przy kościele w Trampe.
W samym Trampe fatalny bruk, trzeba się było kawałek pomęczyć do asfaltu głównej drogi do Bruessow. Tam już bez kombinacji - Loecknitz, Boock, Dobra i do domu przez Głebokie. bardzo przyjemna wycieczka w turystycznym tempie.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)