Tak długo marudziłem z wyjściem na rower, że zamiast planowanego pikniku w Ueckermuende pozostał mi tylko daleki spacer po Puszczy Wkrzańskiej. Rowerowo maj zapowiada się beznadziejnie.
Wybrałem się do Pasewalku, aby chociaż coś wyszło z ambitnych majówkowych planów. Miałem chęć na 100km, ale coś na mapie źle poplanowałem, a dokręcać wokół domu na siłę nie ma sensu. W tamtą stronę pod wiatr przez pola i lasy od Grunhof do Viereck. W polach za Marienthal spotkałem duże stado żurawi, wygrzewających się na słońcu - ale niestety umknęły, jak tylko się zatrzymałem, zeby zrobić im zdjęcie.
Do Pasewalku wjechałem bardzo dobrą ścieżką rowerową - wjazd po prawej stronie drogi koło skrzyżowania we Friedberg. Wjeżdża sie praktycznie do centrum przez park nad rzeką.
Brama Prenzlauer Tor
Kościół St.Marien
Krzyż pokutny (Mordkreuz) stojący obok kościoła.
Tutaj zrobiłem sobie piknik - wiadomo było, że dzisiaj skasuję swój pierwszy w tym roku tysiąć kilometrów , hahahaha :-)
Powrót bardzo przyjemny, bo z wiatrem. jadę prosto na Loeckitz, chociaż chciałem zboczyć bardziej na południe - ale czas gonił, musiałem być na 15:00 w domu. Kiedyś jechało się ruchliwą drogą, teraz praktycznie cały czas ścieżką, choć trzeba zmieniać strony jezdni.
Po drodze odwiedziny przy kościołach w mijanych miejscowościach - w Rossow znajduję pomnik pamięci żołnierzy obu wojen, w Zarrenthim - dwa dzwony i stara płytę nagrobną.
Kościół w Polzow
Kościół w Zarrenthin
Dzwony z Zarrenthin
Kościół w Rossow
Pomniki w Rossow, ceglany mur poświęcony poległym w latach 1939-1945
Reszta terenów dobrze wszystkim znana, od Loecknitz do granicy w Lubieszynie, potem przez Dołuje i Mierzyn do domu. Chciałem w majówkę wykręcić jeszcze jedną długą wycieczkę, ale cieszmy się z tego, co się udało.
Uciążliwy wiatr zniechęcił mnie do jazdy na rowerze - zamiast tego wybrałem się na długi spacer po Puszczy Wkrzańskiej, gdzie dwukrotny atak gradu i deszczu nie były tak przykre jak byłyby na szosie...
Śliczna jest młoda zieleń, udało się tez wysłuchać koncertu skowronków w polach koło Przęsocina.
Niech się święci 1szy Maja. Kolarska robota zrobiona, mimo silnego wiatru - oczywiście powrót zaplanowano z wiatrem, co sprawiło dużą przyjemność na ostatnich 25km.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)