Jak w temacie - nie miałem jakoś motywacji na nic więcej, a szkoda było dnia, żeby nic nie przejechać. Odwiedziny na Północy to zawsze okazja do wspinaczki na strome ulice.
Mural z generałem Boruta-Spiechowiczem
Don Quichote na budynku przychodni.
Uwaga -ulica Hoża rozryta na kawałku dojazdowym do Łącznej!
Najprzyjemniejszy jak do tej port przejazd w tym roku. Cieplutko, praktycznie bez wiatru. Radość z jazdy. Był apetyt na więcej, ale nie udało mi się wczesniej wyruszyć.
W Wielką Sobotę spacer po kościołach śladem Bożych Grobów. Ku naszemu zaskoczeniu zarówno katedra, jaki kościól pallotynów zamkniete na głucho. Podobnie jak kościół ewangelicki. Spacer zakonczony w kościle garnizonowym, gdzie zostaliśmy na liturgii.
Chciałem w tym roku przejść Ekstrelamlna Drogę Krzyżową, ale Szczecin nie organizował, a w Gryfinie i Goleniowie terminowo mi nie pasowało z powodu wyjazdu. Zatem zorganizowałem swoją, prywatną. 14 razy na Gubałówkę. Bardzo potrzebny czas na rozważania swojego miałkiego życia.
Coroczna, firmowa impreza. Jak zwykle bardzo udana, bo nie jest to wyścig, ale grupowy przejazd w towarzystwie setek innych cyklistów. Celem jest podjęcie wysiłku oraz wspólne pokonanie trudności. W tym roku trudności sprawiał silny wiatr oraz niska temperatura, nawet słońce nie pomagało się rozgrzać. Forma słaba, więc odpadałem często od grupy, ale nie ma się co takimi rzeczami przejmować. Obyło się bez upadków, tylko dwa razy guma została złapana - pechowo przez tego samego kolegę. Oby do kolejnego wyjazdu.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)