Piekna pogoda, wolne popołudnie - okazja do kolejnej przejażdżki. W nogach czuć, że to 4 dzień pod rząd, po długiej przerwie. No to bez specjalnego zacięcia, wycieczkowo, z radością. W Policach skręcam w Piaskową i zwiedzam tamten rejon miasta. Przy kościele odwiedzam lapidarium - wzorem Janusza i Kuby zjadam sobie tam batonika. Zdjęcie nie wyszło, do poprawki. Komary żrą ! Potem do Jasienicy i objazd kombinatu, kolejny postój pod pomnikiem w Trzeszczynie. Do domu bez udziwnień. Teraz weekendowa regeneracja :-)
Najpierw "poznaj swój kraj" szukając dojazdu od Żytniej do Nowowiejskiej , kilka błędnych strzałów :-) Potem przez Mierzyn, objazdem przez Zeusa do Stobna ze zwiedzaniem osiedla Pod Lipami. Od Stobna ze skurczem prawej łydki, więc bez ambicji sportowych i dystansowych. Chwilę odpocząłem na ławeczce pani Elisabeth w Dobrej i poturlałem się do domu przez Głebokie. Lekkie kręcenie pomogło.
Dzisiaj pokręcono nogami z waty od Głebokiego w stronę Dobrej, z intencją pokonania 40 km. Świeżka Buk-Blankensee i dalej do ronda w Dobrej. Do 40 km potrzebna była część pętli sławoszewskiej. tam przetestowałem obciążenie mostku nad ciekiem wodnym. Ciężkozbrojny Legionista Ulicy w pełnym wyposażeniu wazy około 9 ton. Mostek testowany na 10 ton, więc wszystko OK.
Przy koszarach na Głębokim porobił mnie gościu na 29nerze, ale nie miałem siły, która dorównywałaby mojej ambicji.
Powrót do zdrowia, czyli rowerowy przerywnik w kontuzjach wszelakich. Ten sezon jest pełen radości. Mało czasu, a formy i siły jeszcze mniej, więc tylko Trzebież. Od Trzebieży jadę w stronę Myśliborza, żeby skręcić w ulubione lesne drogi 18 i 14 do Zalesia. Wrażenie, jakbym ciągnął za sobą bronę, czyli coś jakby w lutym ... Ale nie ma co płakać, przynajmniej cos pojechane. No i miłe spotkanie z Januszem i Kubą w Pilichowie, serdecznie pozdrawiam :-)
Kolejna rundka na kijach, tym razem więcej po lesie. Okazja do zbadania szlaków pod katem rowerowym. Zielony np. wydaje się być trudny, z dwoma mostkami, przejazdem przez Miodową w kiepskim miejscu i stromym jarem. Ostatnie inhalacje przekwitającymi kwiatami lipy, miodzio :-)
Po trzydniówce imieninowej zdecydowałem się na nordic , żeby spalić troche kalorii oraz wypocić toksyny. Zbliża się wesele córki kolegi, trzeba wbić się w garniturek, czyli nordica będzie teraz więcej , bo ja na rowerze nie chudnę, za słabo cisnę :-) Na nogach przynajmniej muzyki można posłuchać bezpiecznie....
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)