Fajna wieczorna przejażdżka, brak wiatru, radość. Jestem namagnesowany po długiej przerwie, bo przyciągnąłem dwa samochody - jeden na rondzie w Dobrej, drugi przy torze kolarskim. Skończyło się na strachu i bluzgach.
+++ Cherubinie, tu Archanioł. Obiekt idzie do wozu. Archanioł, zrozumiano. Zaczynamy, w imię Pańskie ….
Mohamed otworzył drzwi auta i zajął miejsce za kierownicą. Coś mu nie pasowało – po chwili uświadomił sobie, że w kabinie panował rzadko spotykany porządek. „Widocznie zatrudnili jakiegoś pedancika” – pomyślał. Wcisnął przycisk ON na panelu radia i uruchomił silnik. Położył ręce na kierownicy i ruszył .
+++ Archanioł, dzwoń, już czas … Roger that, Cherubinie …
Zadzwonił telefon – w imieniu szefa ktoś nowy z firmy polecił, żeby Mohamed stawił się na popołudniową zmianę, bo francuscy kierowcy wzięli wolne, a trzeba pojechać z dostawą. Furgon , którym zawsze jeździ, będzie podstawiony z ładunkiem pod blok, kierowca podrzuci mu klucz do domu. Klucz podrzuciła ostatecznie córka sąsiadów, Samira. Na parkingu zaczepił ją miły pan i pytał, czy nie zna Mohameda. No jak ma nie znać, zaszczebiotała uroczo i uciekła. „Ech, ta Samira” - pomyślał Mohamed - „już jej idzie na dwunasty rok…. Niepotrzebnie tylko pozwala się zaczepiać niewiernym.” Żeby odgonić grzeszne myśli, zarzucił na siebie firmową kurtkę z idiotycznym nadrukiem żaby w berecie. „Co ma żaba do wina w kartonach, które wozimy” – pomyślał – „ale kto nadąży za myślami giaurów”. Wyszedł przed blok i rozejrzał się. Przynajmniej furgon był zaparkowany tak, że można było łatwo wyjechać z zatłoczonego parkingu. Pozdrowił kolegów stojących całymi dniami pod blokiem i ruszył w kierunku auta.
Powrót udokumentowany mapką. Nieobecność wynagradzam próbką mojej przezajebistej prozy.
+++ Nicea, 14/07/2016
Raz, raz, raz, Archanioł, słyszysz mnie ? Tak, Cherubinie, pewnie, że słyszę. Będziesz mnie sprawdzał co 5 minut ? Gęba krótko, Archanioł, upał sakramencki się zapowiada, nie śpij, niedługo zaczynamy, bez odbioru….
W małym mieszkaniu w bloku w La Trinite na wschodnich przedmieściach Nicei zadzwonił budzik. Mohamed Lahouaiej Bouhlel niechętnie zameldował się na jawie, ostatnimi czasy wolał życie we śnie. Udał się do kuchni i zaparzył mocną miętową herbatę. Zdziwiła go cisza na zwykle głośnym od rana osiedlu. Rzucił okiem na kalendarz - czwartek, czwarteczek, czwartunio, zanucił pod nosem. Może w końcu i giaurowie przejrzeli na oczy i tak jak w jego snach przyjęli w końcu prawdę i kalendarz Allaha z wolnymi piątkami i sobotami ? W radio mówili coś o jakimś święcie i żeby wywiesić tricolores. Wyjrzał za okno - faktycznie było widać gdzieniegdzie trójkolorowe flagi. Postanowił, ze nie będzie gorszy i także wywiesi trójkolorowy sztandar. Po chwili dumnie łopotał na balkonie, piękny, trójkolorowy, biało-zielony z czerwonym półksiężycem.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)