Dzisiaj chciałem zobaczyć się z Grześkiem (Jamesem77) - co niedziela jego grupa z kolegami startuje z Głębokiego o 09:30. jakimś cudem udało mi się zdążyć. Grześka nie było, ale koledzy stwierdzili, że pewnie będzie czekał w Dobrej. Ruszyłem przed grupą, zeby się rozgrzać, peletonik ogarnął mnie w Wołczkowie. Uczepiłem się jak rzep psiego ogona i w sprinterskim (jak na mnie) tempie dotarliśmy do Dobrej - tam faktycznie czekał na rondzie James z kolegą. Pogadaliśmy sobie chwilę, jazda z prędkością ponad 30km na godzinę wskazywała, że rozmowa nie potwa długo - faktycznie, po skręcie na krzyżówce w Buku peleton odjechał, pomachałem na pożegnanie i tyle. Za słaby jeszcze jestem na takie przyjemności :-) Udałem się do Pampow, tak, aby zrobić trasę w granicach 40 km. Wracając z Pampow skręciłem w betonową polną drogę w prawo, sądząc, że dojadę nią do asfaltówki Mewegen-Blankensee, ale niestety, skończyła się w polu przy maszcie GPS. W ramach bonusu wyskoczyły sarenki i pojawiło się duże stado żurawi. Do domu wróciłem tą samą drogą, z pierwszym pojedynkiem na trasie Dobra-Głębokie. Jeszcze bardziej otyły ode mnie cyklista rzucił mi wyzwanie. To nie pora na walki, Boże, jeżeli zabrałeś możliwości, to zabierz też ambicję. W każdym razie na krzyżówce przy jeziorze byłem pierwszy ;-)
Pierwsze spotkanie z dzikimi końmi na plus ;-)
Przerwa na banana
Komentarze (9)
Hehehe Darek, koksowania było całe 8 kilometrów ;-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)