Dzisiaj udało się uruchomić rower do pracy. Przyjemnie się rano jechało, czuć było w zdrowym ciele zdrowy duch, jak na załączonym obrazku mowa :
Szychta minęła jak z piczy strzelił, ale nie pocieszyłem się zanadto jazdą, gdyż wisiała nad nami pompa, a ja bardzo nie lubię jeździć w deszczu. Dzisiaj musiałem dwa razy ostro hamować - raz bałwan z bachoroprzyczepką zajechał mi drogę w parku, a na obwodnicy Arkonki lola na rolkach wykręciła mi rittbergera pod koła. Od Arkonki rozkoszowałem się ciepłym deszczykiem ;-)
Czyli krótko, za krótko, żeby dobić do tysiąca w lipcu bo i pogoda nie będzie sprzyjać. Pocieszmy się doskonałą muzyką....
Komentarze (5)
Droga starsza , czynniki obiektywne nie pozwolą, czyli stęskniona za mężowskim towarzystwem żona, wódka żurawinowa, zaniedbany ogród, 2 litry pysznego rieslinga - w kolejności dowolnej i zupełnie przypadkowej :-)
Reni super. A deszcz, powiem Ci, też niezgorszy. Solidnie mnie dziś zmoczyło, bo jak wariat, po dwóch dniach krótkich powrotów, akurat dziś zawinąłem przez Niemcy ;)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)