Dojeżdżam do domu - słońce ! Szybko pakuję się na rower, żeby cyknąć krokusowe kobierce w słońcu. Zanim dojechałem, to zrobiło się ciemniej, a na Jasnych Błoniach złapał mnie mocny deszcz... Ponieważ i tak juz byłem mokry i brudny, a przestało padać po kilku minutach, to pokręciłem się po lesie ...
Zawsze coś, szkoda krokusów, bo chyba niedługo padną i się nimi nie nacieszymy.
Dzisiaj chciałem zobaczyć się z Grześkiem (Jamesem77) - co niedziela jego grupa z kolegami startuje z Głębokiego o 09:30. jakimś cudem udało mi się zdążyć. Grześka nie było, ale koledzy stwierdzili, że pewnie będzie czekał w Dobrej. Ruszyłem przed grupą, zeby się rozgrzać, peletonik ogarnął mnie w Wołczkowie. Uczepiłem się jak rzep psiego ogona i w sprinterskim (jak na mnie) tempie dotarliśmy do Dobrej - tam faktycznie czekał na rondzie James z kolegą. Pogadaliśmy sobie chwilę, jazda z prędkością ponad 30km na godzinę wskazywała, że rozmowa nie potwa długo - faktycznie, po skręcie na krzyżówce w Buku peleton odjechał, pomachałem na pożegnanie i tyle. Za słaby jeszcze jestem na takie przyjemności :-) Udałem się do Pampow, tak, aby zrobić trasę w granicach 40 km. Wracając z Pampow skręciłem w betonową polną drogę w prawo, sądząc, że dojadę nią do asfaltówki Mewegen-Blankensee, ale niestety, skończyła się w polu przy maszcie GPS. W ramach bonusu wyskoczyły sarenki i pojawiło się duże stado żurawi. Do domu wróciłem tą samą drogą, z pierwszym pojedynkiem na trasie Dobra-Głębokie. Jeszcze bardziej otyły ode mnie cyklista rzucił mi wyzwanie. To nie pora na walki, Boże, jeżeli zabrałeś możliwości, to zabierz też ambicję. W każdym razie na krzyżówce przy jeziorze byłem pierwszy ;-)
Dzisiaj mimo niesprzyjającej aury wybrałem się na krótką przejażdżkę - celem było odświeżenie sobie rowerowej drogi do pracy. Nad Odrą złapał mnie deszcz, który towarzyszył mi aż do powrotu do domu. Marne warunki do robienia zdjęć. Ale zatrzymałem się na Jasnych Błoniach - krokusy powyłaziły, ale nie rozchylają kielichów, jak dalej będzie tak ciemno i zimno, to z kolorowych kobierców niewiele wyjdzie.
Pierwszy raz widziałem też pomnik "Chłopca z Csepel" , świeże kwiaty to pamiątka po święcie Węgrów 15/03
To przyjaciel, czy zdrajca ;-) ?
Czekam na słoneczną pogodę i koleżanki, żeby się wspólnie spocić, też tak macie ?
Korzystając z krótkiego urlopu oraz w miarę sprzyjającej pogody, odkurzyłem szosę. Jazda szalenie przyjemna, aczkolwiek pupa odwykła od roweru ;-) Jak bonus spotkanie z żurawiami na polach między Bismarck a Tanger. Mój aparat nie pozwala na takie fantastyczne zbliżenia jak Tuni czy Janusza , ale wspomnienia są też kolorowe :-)
Teraz czekamy na bociany - wszystkie gniazda stoją puste.
Przyjemnie było zwiedzić stare kąty po gładkich niemieckich ścieżkach.
Po pracy myk na rower, korzystając z nieobecności cerbera ;-) Bardzo chciałem zjechać sobie mój ulubiony downhill z Podbórza do Siedlic. No , ale prawa fizyki są nieubłagane, żeby zjechać, trzeba podjechać. Tego mi nie wolno, stąd element zakazanego występku ;-)
Leśni porobili kolein i ubłocili, ale na szczęście błota nie było. Bukowy las zmienił swoje oblicze na łądnych kilka lat...
W tym miejscu odbijam na ścieżką nordicową do Polic, wyskakuję za szkołą. Zapada powoli zmrok - najkrótsza droga do domu wiedzie przez Leśno, oj, znowu zakazany podjazd ;-)
Od Pilchowa można po całości testować lampki, naładowane na szczęście.
Po długiej przerwie w końcu dostałem lekarskie zezwolenie na jazdę rowerem w ograniczonym zakresie. Od razu rozpocząłem od hardcoru - legendarna wśród kolarzy z północno-zachodnich rubieży Szczecina pętla sławoszewska, z mitycznym, wyciskającym łzy bólu podjazdem Dobra-Grzepnica. Samo zebranie się do jazdy to smutna historia, wracałem się do domu ze 3 razy. Już zapomniałem jak się szybko przygotowuje do wyjazdu. Z miłych niespodzianek - na odcinku Dobra/Buk drogę przebiegło mi stado jeleni. Z niemiłych - szosowcy schamieli przez zimę. Tylko jeździec z teamu Cubica odpowiedział na pozdrowienie, ale to klasowa ekipa. Fotek nie ma - nie naładowałem baterii aparatu :-)
Ten sezon to obserwacja organizmu, płaskie pętle po 50 km , może jakieś epickie Ueckermuende lub Penkun w lecie. Trudno, obyśmy tylko zdrowi byli, czego Wam serdecznie życzę, oraz spotkań na szlaku.
Rodzinne truchtanie na nowym skwerku im.Romana Łyczywka, na dobrą wigilijną wróżbę.
Życzę Wam pogodnych Świąt, pełnych udanych spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Chorym i kontuzjowanym życzę rychłego powrotu do zdrowia, a naszemu krajowi i całemu światu wzajemnego szacunku i pokoju.
Wybity kciuk sprawił, że wybrałem w słoneczne przedpołudnie kijki zamiast roweru. Wybrałem się na rowerowe kółko, maszerowało się całkiem nieźle, za wyjątkiem kawałka szosy Dobra-Wołczkowo. Zasadnicza różnica między chodem a jazdą jest taka, że psy mają duuuużo czasu, żeby człowieka wyczerpująco oszczekać :-)
Przy dobrej marszowej muzyce droga żwawo przesuwa się pod stopami :-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)