Krótka rundka przed wizytą w filarmonii. W programie muzyka współczesna Philipa Glassa, muszę się zainteresować minimalizmem, bardzo przypadł mi do gustu.
Wczorajsza wizyta u lekarza nie napawa optymizmem, na razie "wyczyn" (hahaha, ja i wyczyn) mam z głowy. Ale ruszać się mogę, to nie ma co popadać w deprechę, tylko powoli do przodu.
Raczej będę wytrwałym nordyckim wędrowcem przez jakiś czas.
Kolejna krótka rundka truchtu zaliczona, kolejne aktywności zaplanowane na weekend.
W weekend poprawiałem sobie nastrój koncertami. W piątek "Coma" z supportem w postaci "B-sides" , natomiast w sobotę genialni wręcz "Tides from Nebula" , z supportami "Moose the Tramp" oraz "Tranqulizer". Światowy poziom, do dzisiaj zbieram szczękę z podłogi.
Dzisiaj wietrznie, ale słonecznie. Dobrze chodziło się po lasku i koło Głebokiego. Niestety, buty lądują w koszu, mam dosyć obcierania ścięgna albo alternatywnie bólu kolana.
Powrót do truchtania po dłuuuugiej przerwie. Na razie jest dokładnie to, na co czekałem, czyli stalowa obręcz na piersiach oraz ogólny ból dupy. Czyli wszystko zgodnie z planem. Na razie zatem krótko, ale w ciągu miesiąca powinienem się rozbiegać.
Pora na ucieczkę od pracowego stresu. Tydzień urlopu, bez szczególnie rowerowej pogody. Ale wykorzystam go na psychiczne i fizyczne wdrożenie się do treningu w ramach #ProjectMonster, który tak naprawde miał wystartować już we wrześniu.
Poznajcie potwora ...
Genezę potworności odkrylibyście przy zdjęciu z profilu, nad paskiem wisi nadprogramowe 7 kg. Do końca lutego ma tego nie być.
Proszę trzymać kciuki, za wyśmiewanie średnich , wycieczek na kijach itp itd będą bany, donosy do prokuratury oraz wizyta policji w internetach.
Dzisiaj uraczyłem się słoneczną pogodą i wykorzystałem fakt zmrożenia piaskowych leśnych ścieżek. Jazda taka jak lubię, to znaczy ta droga gdzieś mnie doprowadzi. Zimny wiatr mnie wychłostał na pustaci Węgornik-Łęgi, nie zabrałem nawet batonika, więc wracałem już na słabych nogach...
Bardzo fajnie się tak powoli toczyć, olewać średnią, stawać co chwila i słuchać odgłosów jesiennej przyrody - polecam :-)
Pogoda zbyt ładna, żeby siedzieć w domu. Zimowa zbroja na grzbiet i krótka przejażdżka przez Dobrą i Buk , powrót przez Bartoszewo , czyli nieco wydłużona , popularna wśród okolicznych rowerzystów "pętla sławoszewska". Na odcinku Dobra - Grzepnica chyba zakończono już prace drogowe. Przed Głębokim na podjeździe srogo mnie pogromił otyły rowerzysta. Ambicję schowałem do kieszeni, na razie się nie ścigam. Zobaczymy na wiosnę, cwaniaczku.
Jak mogła upaść w naszym kraju gorzelnia, ja się pytam ???
Dawno nic nie grałem, a akurat trafia się smutna okazja....
Dzisiaj mimo zimna wybrałem się z wizytą do Blankensee - przy kościele jest pomnik poświęcony mieszkańcom gminy poległym w wojnie 1914-1918. Zapaliłem tam lampkę, bo w IWŚ walczyły , często przeciwko sobie, miliony Polaków. Młodzi z mojej rodziny nosili carskie szynele, ci ze strony teściowej czapki z C. i K. bączkiem, a ze strony teścia pickelhauby. Jak pogoda pozwoli, to poodwiedzam inne znajome denkmale.
Pomnik w Blankensee
W tamtą stronę dokuczał mi pan przylepka, zauważyłem go w Wołczkowie,przegoniłem na rondku w Dobrej no i się przyczepił, sapał i skrzypiał... Żeby choć pochodził po zmianach, ale nie. Skręciłem na ścieżkę w Buku, on za mną. Bezczelnie usiłował mnie wyprzedzić przed pierwszym podjazdem, ale właśnie na tych podjazdach go zgubiłem. Na chwilę, bo znowu przyczepił się przed rondkiem ale na szczęście pojechał w stronę Stolca.
Jadąc do Dobrej ścieżką rowerową spostrzegłem leżące na ścieżce drzewo - okazało się, że to robota bobra ....
Bobra robota
W Dobrej przy kościele zostawiłem kolejna lampkę i krótką modlitwę.
Pozostało kręcić w stronę domu, myśląc, jak to dobrze, że los oszczędził nam (jak do tej pory) okropności wojny i jak powinnismy być wdzięczni tym, którzy dla nas wolność i niepodległość wywalczyli.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)