Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2016

Dystans całkowity:1010.12 km (w terenie 64.00 km; 6.34%)
Czas w ruchu:44:43
Średnia prędkość:22.59 km/h
Maksymalna prędkość:60.00 km/h
Suma podjazdów:4993 m
Liczba aktywności:17
Średnio na aktywność:59.42 km i 2h 37m
Więcej statystyk

Etap 53 - do wykopu #20, powrót przez Pilchowo (pęka 3000 km)

Czwartek, 9 czerwca 2016 · Komentarze(9)
Pogoda i inne okoliczności sprzyjają, zatem hajda do pracy na rowerze :-) Decyzja ze wszech miar słuszna, korki w jedną i drugą stronę makabryczne ze względu na zamknięcie ulicy Jana z Kolna na czas ludycznych Dni Morza....

Szychta minęła jak z piczy strzelił ....

Poniżej kilka widoczków z powrotu nad rzeką ....


Trasa w stronę miasta stoi :-) 


Początek zbiegowiska jachtów i żaglowców :-)


Hiszpańska "Santa Pinda" ;-)

Powrót przez ulice Gocławia i Stołczyna, najpierw rozgrzewka na Świętojańskiej, potem mordęga brukowego podjazdu "Piekła Pólnocy" czyli kombinacji Narciarska/Górska. Zapomniałem już, jak tam jest stromo i bezlitośnie i trochę za twardo rozpocząłem, kończyło się na stojaka... Kolejne kilometry są dla uspokojenia walącego serca i rwanego oddechu....  Jadę lasem w stronę drogi Podbórz-Siedlice, ten fragment Wkrzańskiej to piachy, piachy i jeszcze raz piachy. Przy Dębach Bogusława odbijam w lewo, docieram do mostka Meyera, przejeżdżam go, żeby przekonać się, dokąd wyprowadzi mnie droga w prawo - ląduję ostatecznie w Pilchowie, ale przez takie piaszczyste łachy, że tej drogi nie polecam. Dzięki szerokiej oponie i prędkości zjazdowej jakoś to pokonałem, ale podjazd jest (chyba) niemożliwy. Powrót ścieżką przez Głębokie - jutro chyba też lepiej pojechać rowerem :-)
 Pewnie nie znacie zespołu "Hatifnats" ?

Etap 52 - do wykopu #19, powrót przez Police / Leśno

Wtorek, 7 czerwca 2016 · Komentarze(3)
Kolejny dzień z rowerem, jak miło :-) Po drodze do pracy odurza mnie piękny zapach - to lipy zakwitły :-)


Lipa kwitnie - nie ma lipy :-)

Szychta mija jak z piczy strzelił.

Powrót przez Police, ze "sportowym" akcentem w postaci podjazdu Inwalidzką - nie jest łatwy. Na górze bocianicha wysiaduje młode, znalazłem też kompletnie zdewastowany i zarośnięty poniemiecki cmentarzyk, ale w trosce o to, żeby mi kleszcze klejnotów nie obsiadły, obejrzę resztki pomników jesienią albo bezśnieżną zimą....


Taki widok to nagroda za wspinaczkę....

W Policach decyduję się na powrót przez Leśno - podjeżdżam asfaltem, gdzie tym razem bije mnie starszy szoszon, a potem wracam w dół i podjeżdżam sobie do Podbórza lasem. Wracam przez Gubałówkę, przypadkiem zdobywam stravovego KOMa na odcinku Gubałówka-Głebokie. Brawo ja ? Jutro rege time, należy się odpoczynek - prawda jest taka, ze muszę zabrać małżowinkę na zakupy ;-)

Z okazji zdobycia KOMa, dedykuję sobie pieśń tryumfalną :-)



Etap 51 - do wykopu #18, powrót przez Bukowo / Gubałówkę (Operacja "Zawias #6)"

Poniedziałek, 6 czerwca 2016 · Komentarze(2)
Kolejny śliczny dzień, szkoda go spędzić w blaszanej puszce ...

Szychta mija jak z piczy strzelił, ale z trzaskami - godzina nadprogramowo, potem silny wiatr ostudził chęci na dalsze podróże....


Szwajcarski krążownik rzeczny....

Powrót mało ambitny - wielbiciele zorientują się z mapki.
++++

Operacja "Zawias" #6 :

Ladenthin, 15/08/15 , wschód słońca
Wstawał słoneczny dzień, oberst Muhammad al-Berlini von Rundstedt otrząsnął się z płytkiego snu. Spojrzał na wschód,w stronę polskiej granicy , niepokoiła go cisza. Doświadczony żołnierz, mający wojnę w genach wiedział, że Unia musi zabezpieczyć skrzydło głównej osi natarcia. Zgrupowanie von Rundstedta „Teutoński Półksiężyc” stanowiłoby zbyt duże zagrożenie – dlatego w każdej chwili spodziewał się działań zaczepnych ze strony Polaków. „Trzeba było przerzucić więcej sił i zgnieść ich w Szczecinie, gdy była na to szansa” – pomyślał - „Trudno, teraz najważniejsze jest zablokowanie niewiernym drogi na Berlin, żeby doprowadzić przynajmniej do patu i negocjacji o rozejmie”. Czołgi zgrupowania zostały odesłane na Seelow, ale Polacy też nie mieli czołgów na ich kierunku. Z „Rosomakami” powinny sobie poradzić „Fuchsy” i „Pumy” stacjonujące przy pałacu w Lebhen.
Szybko dopił kubek aromatycznej kawy. „Zaraz pora modlitwy” – pomyślał. Nagle na linii drzew zobaczył dziwny, krótkotrwały błysk. Chwycił za lornetkę i zamarł – do szarży rozwijała się…. Kawaleria ! Słońce błyszczało w wyciągnietych szablach … Żołnierskie oko doceniło równą linię szwadronu, który właśnie przechodził w galop. Krzyknął do radiowca – „Wywołaj czujki, idą prosto na nich”. Dwa MG powinny szybko zmasakrować tych dziwolągów. „Herr oberst, nikt nie odpowiada”.


Etap 50 - jazda na 102

Niedziela, 5 czerwca 2016 · Komentarze(8)
Dzisiaj towarzyski wyjazd z kolegą doktorem. Zaproponowałem wizytę w ogródku z tupolewem, czyli Grunz. Kierunek Penkun, oklepaną trasą przez Ladenthin / Lebhen / Krackow. Przed Penkun sesja foto :-)


Makowy gladiator alias makowa panienka ;-)

Nie zatrzymujemy się w Penkun, popas robimy w Grunz, kolega kręcił głową z niedowierzaniem, tak jak ja przy moim pierwszym pobycie koło samolotu...


Obowiązkowa jaskółka ;-)

Obok odnajdujemy knajpę, właśnie otwierają i raczymy się chłodnym izotonikiem :-) Czas mija banalnym tik tak, , ale w końcu ruszamy w drogę powrotną. Żeby nie jechać, jak kon po śladzie, proponuję jechać przez Schmolln i Brussow do Loecknitz. Tak też robimy. Aż do Loecknitz czujemy się jak czterej pancerni i pies walący na Berlin, miasteczka i wioski sa jak wymarłe, żywego ducha... Upał tężeje, w Loecknitz pojawia się pragnienie na chłodny napój - w mieście oczywiście ch*j nocuje, ale w przypływie geniuszu proponuję jazdę na plażę nad jeziorem. Bingo - otwarta knajpa, ma być całoroczna i to z polska obsługą :-) 


Tu kieruj konia, spragniony podróżniku :-)

Ten pit-stop jeszcze dłuższy, rozmawiamy i cieszymy się doskonałą pogodą...
Niespiesznie kręcimy do domu ścieżką na Bismarck, odbitka przez płytówkę od Gellin i powrót przez Lubieszyn. Rozstajemy się w Dołujach, ja jadę przez Bezrzecze i Głębokie, co daje mi 102 km (znowu pancerni). Bardzo fajny dzień, oby więcej takich...



Etap 49 - towarzysko z sąsiadem, północne ulice i las.

Sobota, 4 czerwca 2016 · Komentarze(3)
Już wcześniej umówiłem się z sąsiadem , że pokażę mu uroki północnych ulic naszego miasta. Był limitowany czasem, więc pełna Korona Północy odpadała. No i upał też nie motywował do masakrowania się na stromiznach. Umówiliśmy się na obwodnicy Arkonki - ruch był spory, bo dzisiaj otwarcie kąpieliska. Potem lasem wzdłuż Miodowej, i przez Podbórz do Hożej, nad Odrę Robotniczą. Zaplanowane podjazdy odbyto na Świętojańskiej, Strzałowskiej i Zielnej - sąsiad przekonał się, że to nie popierdółki, ale, że to świetny biegacz i triathlonista, to spokojnie dał radę, narzekał tylko, że średnia spada :-)

Potem Nehringa/Policka i Zagórskiego - skręcamy w las, kontrola czasu i wracamy na Podbórz. Uwaga - na bruku leży złamane drzewo ! Fotka ruszona fatalnie, przepraszam, tylko dla kronikarskiego obowiązku....



Lecimy w dół Gubałówką i wracamy znowu przez Arkonkę.... 

Fajna przejażdżka, mogło być więcej kilometrów, ale były za to ciekawe rozmowy.
4/06 - rocznica wygranego plebiscytu, ale również wydarzeń z 1992 , do czego nawiązuje piosenka...


Etap 48 - do wykopu #17 (Operacja "Zawias #5")

Piątek, 3 czerwca 2016 · Komentarze(3)
Dzisiaj tylko dom-praca-dom, wieczorem zaplanowano koncert w filharmonii.
Nie pierwszy w tym sezonie, ale pierwszy, przed którym do pracy pojechałem na rowerze, bo jest tak ładnie :-)


Szczecin pachnie czekoladą ....

.... ale nie tylko czekoladą. Na Bytomskiej aromaty rafineryjne dochodzące z Hryniewieckiego, w porcie stęchły zapach ścinków drewnianych. Niedługo dojdzie do tego ambrozja ze spalarni śmieci. 

Mapką nie zawracamy sobie głowy. Muzykę też sobie dziś darujemy. W ramach rekompensaty c.d. opowieści dziwnej treści :

+++

Operacja "Zawias #5"

Pułkownik Kościuszko poczuł podniecenie zbliżającą się bitwą. Naraz jego koncentrację zmąciły odgłosy nietypowe dla pola bitewnego XXI wieku, czyli chrapanie koni i, brzęk podków i ułańskiego oporządzenia. „Panie pułkowniku, rotmistrz Kalita melduje szwadron 12 pułku ułanów podolskich gotowy do akcji”. W pierwszym odruchu Kościuszko chciał odesłać ich w diabły, ale spojrzał na zacięte twarze rekonstruktorów , którzy dowiedli już swojej wartości w bojach obronnych i po chwili zastanowienia uśmiechnął się wilczo i powiedział – „Rotmistrzu, będziecie mieli zaszczyt poprowadzić uderzenie, za godzinę, o wschodzie słońca zaczynamy – niech Bóg prowadzi !”. „Tak jest panie pułkowniku, dziękujemy, nie zawiedziemy ” - wyszeptał rotmistrz. „Szarżujcie od linii drzew , czujki nieprzyjaciela zdjęte, wyjdziecie prosto na kościół, gdzie stoi piechota, my poprawiamy od Warnika, ale kwadrans możecie być zdani na własne siły – w razie zbyt dużego oporu, natychmiast odskoczyć przez pola w stronę Pomellen, nie chcę tam masakry, musimy zostawić coś dla „Rosomaków” .

Etap 47 - do wykopu #15, powrót przez Leśno

Czwartek, 2 czerwca 2016 · Komentarze(3)
Kolejny ciepły dzień zachęcający do wyjazdu do pracy rowerem. 

Szychta minęła jak z piczy strzelił :-) 


Stara olejarnia na Dębogórskiej

Po pracy powrót sprawdzający stan północnych pagórków, Strzałowska już wyremontowana, razem z Zielną dają w kość.
Nie szarpałem się, kręciłem na lekko, gorąc przecie, to nie ja taki słaby ;-) Pojechałem przez Policką, gdzie mieszkali dziadkowie, powstają tam nowe domy i osiedla, wraca życie do tej biednej dzielnicy, a przynajmniej jej "górnej" części. Potem przez Ostoi-Zagórskiego i w prawo do lasu, który kiedyś jako dziecku wydawał mi się bezkresna puszczą, a zaledwie po 3km byłem przy Dębach Bogusława... 

Ulubiony downhill do drogi do Siedlic i wspinaczka szosą na Leśno, udało mi się tam nawet wyprzedzić szoszona, mocno starszego, ale zawsze :-) 

Powrót ścieżką do Głębokiego i przez Wojska.
Zauroczenie nowa płytą TFN trwa....