Tydzień obfitował w wydarzenia (filharmonia/ mecz siatkówki LM/ kino) oraz obowiązki domowe, nie było czasu oraz chęci na działania sportowe... Przecinak udał się do serwisu. W sobotę zamiast na rowerze galopowałem z małżonką po sklepach. A w niedzielę rano miałem wrażenie, że jest za mokro na szosę....
No to poranna sesja na bieżni, 2 interwały po 10 min. na najwyższym podniesieniu taśmy.
Kolega Pancernik cierpi z powodu choroby - dedykuję mu temat "Ataku Christine", żeby tak samo rozprawił się z choróbskiem, jak Ona z tymi, którzy Ją zdemolowali....
Raport : w zapasowej dętce 2 dziury, oba kleje wyschnięte....
Całe szczęście, że ruch na ścieżce był spory i w końcu wybawca poratował mnie tubką z klejem .... Ale i tak musiałem kleić dwie dziury, łącznie godzina w plecy ...
A miała to być spokojna wycieczka z uśmiechem na twarzy... Ciekawe, skąd w zapasie 2 dziury, muszę dokładnie obejrzeć torebke podsiodłową. Teraz będę woził 2 zapasowe kichy :-)
W sobotę zdecydowałem się szarpnąć na 1szą setę tego roku. Wybór padł na Nowe Warpno - start od strony niemieckiej, od Lubieszyna poprzez Bismark i Blankensee. Wiatr popychał do Hintersee i dalej szlakiem kolejki wąskotorowej do Ludwigshof, gdzie odbiłem w lewo od anziśtpunktu , ale specjalnego anziśtu nie zauważyłem, ot, jakieś nieduże jeziorko - nie polecam.
Anziśtpunkt
Widok z niego ....
Wracam na szlak kolejki, zero błota, fajna jazda. Wkrótce melduję się w Reith, ale nie zwiedzam, tnę na mostek graniczny i ścieżkę. Dokręcam do Nowego Warpna, przy wyniku 63 kn na liczniku jestem w centrum gastro i pokrzepiam się gorącym żurkiem - choć w opcji były polecane przez koksów naleśniki :-)
Gastrocentrum - na razie tylko Magda przetrwała
Z uwagi na południowy silny wiatr, chowam się po lasach - najpierw na Warnołękę, ucieczka w pożarowa drogę nr 7 od Mszczujów do asfaltu Myślibórz- Trzebież. Tam dobawiam żela i batona, ciągnę na Uniemyśl i tam znowu uciekam w las do Nowej Jasienicy. Przed Policami odbijam w pożarówkę 27 i po 5 km jestem na 115ce. Od tego momentu kręcę na oparach w stronę domu. Po 100 km nogi odmówiły współpracy, dojechałem siłą woli :-)
Stan psychofizyczny przekręcacza korby na początek lutego : głowa na 150 km, płucotchawki na 120 km, nogi na 100 km, dupsko na 80 km ...
Do domu dojechałem dzięki pomocy panów z zespołu "Rammstein", za co serdecznie dziękuję.
Dzisiaj pozwoliłem sobie na dzień wolny - ale czasu było tylko na 2 godziny z obawy przed deszczem. Zdecydowałem się na trening podjazdowy na Miodowej - 8 kursów leśniczówka-sklep. Oj, słabizna, pod nogą nic nie ma, nie ma się zatem co rozpisywać. Zaczynamy mozolne budowanie formy, może w kwietniu będzie się jeździło lżej :-) Niech Miodowi wojownicy wspomagają mnie dobrą myślą :-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)