Korzystając z wolnego dnia (za 6/01) przejażdżka dla odmiany inna pętelką - przez Police. Słońce, ale zimny, porywisty wiatr, uciążliwy zwłaszcza na powrocie. Ale taki urok rowerowania z tej strony miasta w zimie. Chwila strachu, bo na jakiejś dziurze przybiłem detkę i dwa razy dopompowywałem, zeby na mrozie gumy nie zmieniać.Na szczęście udało się dojechać do domu, ale dodatkowych kilometrów już nie szukałem.
W sobotę obowiązki domowo-zakupowe zatrzymały mnie w domu. W niedzielę udało sie wyjechać dopiero po obiedzie, no to chociaż petelkę sławoszewską, z krótkim postojem na mostku, który wytrzymał na szczęście mój ciężar. Zimno, ale godzinkę spokojnie się wytrzyma.
Mimo protestów małżonki korzystam z szosowej styczniowej pogody. Poprawka pętli sławoszewskiej z dodatkiem ścieżki Buk-Dobra. Na razie nie mogę dożywiać się w czasie jazdy, a to co kiedyś było popracową popierdółką urasta do miana epickich wyjazdów. Ostatnie kilometry od Głębokiego na oparach :-) Stąd tytuł wpisu - idealnie oddaje obecną formę sportową.
Czyżbym słyszał żurawie na polach pod Dobrą ?
W tygodniu raczej bieżnia, rower na suche weekendy.
Serdecznie witam moich sympatyków i kibiców, życzę Wam wszystkim szczęśliwego,zdrowego i udanego sportowo-turystycznie Nowego 2018 Roku :-) ! Mam nadzieję, że ten rok dla mnie będzie stabilny zdrowotnie i bez szaleństw można będzie pokręcić się po okolicy bardziej regularnie, niż w minionym. Król oderwany od żłoba - tytuł nieprzypadkowy, zapuściłem się przy żłobie dosyć konkretnie. Do zrzucenia docelowo 12 kg z wyjściowej wagi 85,4 kg. Chcę (i muszę) się bujać w zakresie 73-75 kg. Szukając jakiegoś pozytywu - to przynajmniej nie marnowałem jedzenia i napojów ;-)
Poczatek to oklepana petla sławoszewska z fragmentem starej drogi wyjazdowej z Dobrej. Na początek wystarczy. Żyję i nie zwracam uwagi na ograniczenia ;-)
Cóż za wyczyn na koniec nędznego sezonu, udało mi się spontanicznie wykręcić setę. Tak, moimi galaretopodobnymi odnóżami ją wykręciłem. Z kłopotami psychicznymi, bo sie licznik na mile przestawił , dopiero w NW go ustawiłem metrycznie. Gwoli kronikarskiego obowiązku notuję przystanki w Trzebieży, NW i ostatni nad jeziorem Stolsko. Tam widziałem dziewczynę pływającą na padlebordzie, czy jak się to nazywa. A wyjeżdżając z Trzebieży omal nie przejechałem redaktora Tomasza Lisa. Aha, sołtysowi Brzózek serdeczna kotwica w plecy za ten odcinek brukowy. Zabytek, jego mać.
+++
Cherubinie, melduję wykonanie zadania Doskonale Archanioł, melduj się w bazie. Dzisiaj zamiast zmawiać paciorek zasłużyliśmy na ostry balecik.
W piwnicach toruńskiego klasztoru, gdzie mieściło się centrum dowodzenia operacją „Archanioł”, strzeliły korki od szampana i rozległy się oklaski oraz radosne okrzyki. „Gdzie mi z tym sikaczem” – skrzywił się ojciec dyrektor – dawać armaniaka rocznik 48, zasłużyliśmy. Prototyp transformera „Jan Paweł” spisał się doskonale, możemy ruszać z produkcją seryjną. Islamskiemu terroryzmowi trzeba pomóc, żeby w końcu sami Europejczycy załatwili sprawę własnymi rękoma. Produkujcie, bracia, w imię Boże ….
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)