Cóż za wyczyn na koniec nędznego sezonu, udało mi się spontanicznie wykręcić setę. Tak, moimi galaretopodobnymi odnóżami ją wykręciłem. Z kłopotami psychicznymi, bo sie licznik na mile przestawił , dopiero w NW go ustawiłem metrycznie. Gwoli kronikarskiego obowiązku notuję przystanki w Trzebieży, NW i ostatni nad jeziorem Stolsko. Tam widziałem dziewczynę pływającą na padlebordzie, czy jak się to nazywa. A wyjeżdżając z Trzebieży omal nie przejechałem redaktora Tomasza Lisa. Aha, sołtysowi Brzózek serdeczna kotwica w plecy za ten odcinek brukowy. Zabytek, jego mać.
+++
Cherubinie, melduję wykonanie zadania Doskonale Archanioł, melduj się w bazie. Dzisiaj zamiast zmawiać paciorek zasłużyliśmy na ostry balecik.
W piwnicach toruńskiego klasztoru, gdzie mieściło się centrum dowodzenia operacją „Archanioł”, strzeliły korki od szampana i rozległy się oklaski oraz radosne okrzyki. „Gdzie mi z tym sikaczem” – skrzywił się ojciec dyrektor – dawać armaniaka rocznik 48, zasłużyliśmy. Prototyp transformera „Jan Paweł” spisał się doskonale, możemy ruszać z produkcją seryjną. Islamskiemu terroryzmowi trzeba pomóc, żeby w końcu sami Europejczycy załatwili sprawę własnymi rękoma. Produkujcie, bracia, w imię Boże ….
Tak dotąd było spokojnie w Twoich wpisach a tu taka niespodzianka. Na koniec sezonu setka i to przejechana w znakomitym tempie. I kto tu mówi o "nożnych galaretach". Moje gratulacje !
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)