Pogoda po południu poprawiła się, wyszło nawet słońce - co skłoniło mnie do spaceru z kijkami, jako dopełnienie sportowej niedzieli na świeżym powietrzu.
Sobotnie słońce w końcu skusiło mnie do wyjazdu rowerowego - i nie tylko mnie :-) Na Głębokim spotkałem znajomych kolarzy, którzy szykowali się do wyjazdu w różnych kierunkach i z różnymi planami co do dystansu. Moi koledzy zdecydowali się na jazde do Świnoujścia przez Niemcy, ja pojechałem z inną grupką w stronę Dobrej.
Tradycyjnie sił starczyło mi do ronda w Dobrej, gdzie pożegnałem towarzystwo i ruszyłem dalej solo. W piątek myślałem o wyprawie w granicach 100km, ale na szczęście rozum zwyciężył w starciu z fantazją. Pojechałem przez Stolec na Dobieszczyn i stamtąd na Tanowo. Podczas postoju regeneracyjnego na mostku nad Gunicą postanowiłem dokrecić do 60km przez Police.
Podjazd pod Leśno dał mi w kość, nogi z waty już nie niosły. Jak na pierwszy raz i tak było fajnie.
Korzystając z ładnej pogody i wolnego dnia zafundowałem sobie dłuższy spacer z kijkami. Byłem świadkiem wypadku samochodowego na skrzyżowaniu Przybyszewskiego i Traugutta. Jedno z aut dachowało...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)