Nabijactwo kilometrów, bo koksy już daleko z przodu :-) Po pracy 16:25 ruszam w stronę Tanowa - w Pilichowie chwila wahania i ... a nich tam, Trasa Smrodu na Siedlice. Wspiąłem się żwawo na Leśno, zjazd na pełnej q (poprawiłem poprzedni o 2 km/h) , Police i znajoma ścieżka na Tanowo z pięknie zachodzącym słońcem. "Mknę" (cudzysłów z uwagi na czytających koksów) bez przystanków do domu, dojeżdżam jeszcze za "szarego" , udana rundka, 10 km więcej niż zakładałem. Marzec zapowiada się głównie popracowo ...
Marzec zapowiada się wbrew pozorom kiepsko z rowerowo punktu widzenia , co najmniej 2 weekendy odpadają... Znajome koksy Krzysiek i Lenek dzisiaj ruszają do Świnoujścia przez Niemcy, czyli już na starcie mam pozamiatane :-) Wieczorem szykuje się impreza, co nie wskazuje na niedzielne sukcesy kolarskie, czyli today is the day :-) Pobudka wcześnie, koło 08:00 wskakuje w rynsztunek, objuczam się plecakiem, 08:30 zamykam garaż ... Zaraz otwieram go znowu - guma w tylnym kole :-( Kiepska pora na debiut przy zmianie, ale w sumie pocieszam się, że lepiej w domu niż gdzieś w szczerym polu... Po 40 minutach pora doprowadzić się do porządku i ruszać, ale czas już ucieka, trzeba zweryfikować trasę, bo o 12:00 musze być w domu... Zatem skok przez Lubieszyn do Bismarck, potem do Blankensee - po drodze spotykam na polu żurawie, ależ to wielkie i piękne ptaszyska. Koło Blankensee zjeżdżam do jeziorka - o chyba nasi tu byli, na ławce puszki od Żubra, plaża rozjeżdżona quadem, ławka wrzucona do jeziora. Od Blankensee tradycyjnie na ścieżkę do Dobrej - tam w słońcu i przy akompaniamencie wracających stad żurawi i gęsi pora na herbatkę. Rzut oka na statystykę moich tras .... nie włączył się gps, przejechałem 27 metrów z prędkością 105,65 km/h. To po prostu taki dzień... Dobrze, ze nikt mnie nie słyszał... Do 12:00 niepełna godzina , czyli do domu prosto przez Dobrą/Wołczkowo/Głębokie i czekam na relacje z koksów z nadmorskiej podróży - odnoszą sukces, wieczorem za to wypiję :-)
Jeszcze jeden i jeszcze raz, aby złamać 400km w lutym i 700 po 2 miesiącach - po pracy w stronę Polic, kłaniam się pamięci ofiar polickiego obozu pracy przy pomniku na Kuźnickiej , cały czas ścieżka rowerowa, przynajmniej na tym odcinku (dom - Police) nie mam co narzekać. Plan osiągnięty - cóż z tego, skoro koksy są już 300km przede mną... Jestem leszczem :-)
Dzisiaj Lenek zabiera mnie na wspólna wycieczkę po jego trasie od strony Przecławia :-) Spotykamy się przy stacji Szczecin Gumieńce - ale nie jechałem pociągiem, mam już w nogach 12 km. Mój zgrzytający łańcuch został przez kolegę przesmarowany, żeby wstydu w Niemczech nie narobić... Przecław, Będargowo , podjazd na Warnik - no nie powiem, długi... Potem skok do raju, czyli na niemieckie drogi, nawet przez pola prowadzą eleganckie betonowe płyty, po prostu szkoda porównywać z naszą dziczą... Przez Ladenthin i Rammin pod 1000 letni dąb w Loecknitz, herbata i małe co nieco przy jeziorze. Potem foto z Kotem (kiedyś wrzucę) i przez Boock / Blankensee do Dobrej, gdzie się rozjeżdżamy. Już nie kombinuję, przez Wołczkowo i Głębokie do domu. Towarzystwo i wynik dobre, to był fajny wypad.
Dzisiaj ja godzinkę wcześniej z pracy w pogoni za kilometrażem, słonko świeci, spróbuję nowej drogi. W Pilichowie odbijam na Leśno - okazuje się, ze nieprzypadkowo nazywa się ono Górne... 2-3 km pod górkę w towarzystwie aut ZPL , za to potem z górki - prawa fizyki są nieubłagane :-) Żeby zjazd nie był zbyt przyjemny mamy inhalację przy wysypisku w Sierakowie, skoro smród jest potężny w lutym, to chyba w lecie nie będę fanem tej trasy... Od Siedlic do Polic ścieżka, potem przez miasto do kolejnej ścieżki na Tanowo. Stamtąd już wszyscy wiedzą jak i gdzie :-)
Niedziela - wieje jeszcze bardziej. Ale szukam kilometrów, w związku z tym w Bismarcku zwalczyłem pokusę odbicia na Blankensee i ruszyłem w nieznane, czyli do Loecknitz. Walczyłem na głównej drodze, przez co zauważyłem różnicę w kulturze jazdy samochodów niemieckich, oni potrafią zauważyć rowerzystę i go uszanować. Nie uszanował mnie za to wiatr i deszcz , który lunął z jasnego nieba. mały hardcore, dobrze, że nikt mnie nie słyszał. Koło Ploewen wjazd na ścieżkę rowerową. W Loecknitz herbata w towarzystwie słynnego Kota i dalej w drogę - kierunek Boock / Blankensee. Cisza, spokój, czystość - tylko ten wiatr... Przy wyjeździe z Loecknitz tajemniczy teren otoczony betonowym płotem i drutem kolczastym - podczas wojny produkowano tu amunicję. Rozumiem, że na brak zamówień nie narzekano. Po powrocie na Ojczyzny łono stała trasa Buk/Dobra , mimo wiatru na jazda na Police, Bartoszewo/Głebokie i dom, ciepła kąpiel i zupa, o jaka gorąca i dobra, sam robiłem :-)
Sobota - ale wieje ! Jak zwykle, z domu do Tanowa fajnie, wypuszczam się do Tatyni i wracam tą samą drogą , jak zwykle pełen pokory dla południowego wmordęwindu przez Tanowo i Głębokie. Bociana w Tatyni jeszcze nie ma, gdyby kto pytał.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)