Etap 19
Sobota, 1 marca 2014
· Komentarze(3)
Marzec zapowiada się wbrew pozorom kiepsko z rowerowo punktu widzenia , co najmniej 2 weekendy odpadają...
Znajome koksy Krzysiek i Lenek dzisiaj ruszają do Świnoujścia przez Niemcy, czyli już na starcie mam pozamiatane :-)
Wieczorem szykuje się impreza, co nie wskazuje na niedzielne sukcesy kolarskie, czyli today is the day :-)
Pobudka wcześnie, koło 08:00 wskakuje w rynsztunek, objuczam się plecakiem, 08:30 zamykam garaż ...
Zaraz otwieram go znowu - guma w tylnym kole :-(
Kiepska pora na debiut przy zmianie, ale w sumie pocieszam się, że lepiej w domu niż gdzieś w szczerym polu...
Po 40 minutach pora doprowadzić się do porządku i ruszać, ale czas już ucieka, trzeba zweryfikować trasę, bo o 12:00 musze być w domu... Zatem skok przez Lubieszyn do Bismarck, potem do Blankensee - po drodze spotykam na polu żurawie, ależ to wielkie i piękne ptaszyska. Koło Blankensee zjeżdżam do jeziorka - o chyba nasi tu byli, na ławce puszki od Żubra, plaża rozjeżdżona quadem, ławka wrzucona do jeziora. Od Blankensee tradycyjnie na ścieżkę do Dobrej - tam w słońcu i przy akompaniamencie wracających stad żurawi i gęsi pora na herbatkę. Rzut oka na statystykę moich tras .... nie włączył się gps, przejechałem 27 metrów z prędkością 105,65 km/h. To po prostu taki dzień... Dobrze, ze nikt mnie nie słyszał... Do 12:00 niepełna godzina , czyli do domu prosto przez Dobrą/Wołczkowo/Głębokie i czekam na relacje z koksów z nadmorskiej podróży - odnoszą sukces, wieczorem za to wypiję :-)
Znajome koksy Krzysiek i Lenek dzisiaj ruszają do Świnoujścia przez Niemcy, czyli już na starcie mam pozamiatane :-)
Wieczorem szykuje się impreza, co nie wskazuje na niedzielne sukcesy kolarskie, czyli today is the day :-)
Pobudka wcześnie, koło 08:00 wskakuje w rynsztunek, objuczam się plecakiem, 08:30 zamykam garaż ...
Zaraz otwieram go znowu - guma w tylnym kole :-(
Kiepska pora na debiut przy zmianie, ale w sumie pocieszam się, że lepiej w domu niż gdzieś w szczerym polu...
Po 40 minutach pora doprowadzić się do porządku i ruszać, ale czas już ucieka, trzeba zweryfikować trasę, bo o 12:00 musze być w domu... Zatem skok przez Lubieszyn do Bismarck, potem do Blankensee - po drodze spotykam na polu żurawie, ależ to wielkie i piękne ptaszyska. Koło Blankensee zjeżdżam do jeziorka - o chyba nasi tu byli, na ławce puszki od Żubra, plaża rozjeżdżona quadem, ławka wrzucona do jeziora. Od Blankensee tradycyjnie na ścieżkę do Dobrej - tam w słońcu i przy akompaniamencie wracających stad żurawi i gęsi pora na herbatkę. Rzut oka na statystykę moich tras .... nie włączył się gps, przejechałem 27 metrów z prędkością 105,65 km/h. To po prostu taki dzień... Dobrze, ze nikt mnie nie słyszał... Do 12:00 niepełna godzina , czyli do domu prosto przez Dobrą/Wołczkowo/Głębokie i czekam na relacje z koksów z nadmorskiej podróży - odnoszą sukces, wieczorem za to wypiję :-)




