W sobotę miałem zamiar wyprawić się z kijkami, ale brak wiatru zachęcił mnie do rowerowej przejażdżki. Zjadłem zbyt skromne sniadanie, i na powrocie już od Polic zabrakło mi sił, toczyłem się na oparach. Ale warto było, pogoda naprawdę sprzyjała, widoki jesiennego lasu naprawde piękne. Zajechałem też na cmentarzyk w Drogoradzu - trochę przypadkiem, bo chciałem wyjechać lasem w Nowej Jasienicy, ale za wcześnie skręciłem.
W Zaduszki miałem wolne, zatem pojechałem zapalić znicze na znanych grobach u leśniczego Linde oraz u rodziny von Ramin. Powrót przez Węgornik i Łęgi/Buk.
Wyspany, dzieki podarowanej godzinie, dobrze wykorzystałem późnojesienną pogodę. Tym razem nowym szlakiem od leśniczówki Głębokie do Pilichowa pod kościół. Potem w górę do Podbórzańskiej i powrót przez Miodową oraz Arkonkę.
Kościół w Pilichowie z przełomu XIII/XIV w, przebudowany w XIX z użyciem cegły.
W niedzielę korzystam z pogody, aby zobaczyć uwiecznioną na jednym ze zdjęć Janusza winnicę Śnieżków. Dojechałem do niej okrężnie przez Ustowo i Siadło Górne, gdzie dokładnie obejrzałem sobie Maryjną kapliczkę. Okazuje się, że wykorzystano przy jej konstrukcji poniemiecki denkmal 1914-1918, czego wcześniej nie zauważyłem. Uwagę na to zwrócił mi kolega, który brał udział w wycieczce z przewodnikiem "Śladami bitwy o Szczecin".
Najświętsza panienka ...
... oparta o gefallene Kameraden 1914-1918
Potem dalej w strone Kołbaskowa - można juz odbić na "biszkoptowym" rondzie w drogę do samych torów. Na winnicę natkniemy się tuż przed Smolęcinem.
Czwarta winnica w regionie...
Powrótdo domu przez Warnik i Mierzyn, wciąż przy bardzo ładnej słonecznej pogodzie.
W sobotę rano telefoniczne wezwanie "alarmowe" do pracy. Okazja, zeby pojechać rowerem. Po załatwieniu spraw powrót przez Łęgi , Krygiera i Mierzyn. Zawsze coś, na powrocie trochę wiało w twarz.
Ta ostatnia niedziela - z taką piękną pogodą w tym roku. Uczciłem ja długim marszem z kijkami, z przerwą na pyszne cepeliny w sławoszewskiej Zjawie. Dystans przeżyłem bez strat, może kiedyś coś do tego dołożę ...
Wspominki z zeszłej soboty - korzystając z pięknej pogody zafundowałem sobie wycieczkę do Penkun, z dystansem troche ponad siły biorąc pod uwagę długi rozbrat z rowerem. Ale udało mi się odwiedzić okolice kościoła w Wollin, gdzie znalazłem ciekawy nagrobek, niestety z nieczytelną inskrypcją. W Loecknitz spotkałem kolarzy, którym dałem się - ja głupi - namówić na wspólną jazdę do Szczecina. 35 km/h pod wiatr musiało sie skończyć zgonem już po kilku kilometrach... Ale było naprawdę bardzo przyjemnie.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)