W sobotę rano telefoniczne wezwanie "alarmowe" do pracy. Okazja, zeby pojechać rowerem. Po załatwieniu spraw powrót przez Łęgi , Krygiera i Mierzyn. Zawsze coś, na powrocie trochę wiało w twarz.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)