Kolejna godzina na bieżni - dlaczego waga nie spada tak szybko, jak rośnie ?
Dokończenie 1szego sezonu "Black Sails" - cholerny kwatermistrz, najgorsi są ludzie pełni wątpliwości. Jak Hiszpan wypłacił im pełną burtową, to nie było co zbierać....
To był dla mnie dobry serial, odcinki prawie godzinne...
Przypomniało mi się, jak czytałem "Wyspę Skarbów" albo "Przygody Benna Gunna" ...
Teraz "Sleepy Hollow" , odcinki krótsze, trzeba będzie oglądać po półtora :-)
Tydzień obfitował w wydarzenia (filharmonia/ mecz siatkówki LM/ kino) oraz obowiązki domowe, nie było czasu oraz chęci na działania sportowe... Przecinak udał się do serwisu. W sobotę zamiast na rowerze galopowałem z małżonką po sklepach. A w niedzielę rano miałem wrażenie, że jest za mokro na szosę....
No to poranna sesja na bieżni, 2 interwały po 10 min. na najwyższym podniesieniu taśmy.
Kolega Pancernik cierpi z powodu choroby - dedykuję mu temat "Ataku Christine", żeby tak samo rozprawił się z choróbskiem, jak Ona z tymi, którzy Ją zdemolowali....
Raport : w zapasowej dętce 2 dziury, oba kleje wyschnięte....
Całe szczęście, że ruch na ścieżce był spory i w końcu wybawca poratował mnie tubką z klejem .... Ale i tak musiałem kleić dwie dziury, łącznie godzina w plecy ...
A miała to być spokojna wycieczka z uśmiechem na twarzy... Ciekawe, skąd w zapasie 2 dziury, muszę dokładnie obejrzeć torebke podsiodłową. Teraz będę woził 2 zapasowe kichy :-)
W sobotę zdecydowałem się szarpnąć na 1szą setę tego roku. Wybór padł na Nowe Warpno - start od strony niemieckiej, od Lubieszyna poprzez Bismark i Blankensee. Wiatr popychał do Hintersee i dalej szlakiem kolejki wąskotorowej do Ludwigshof, gdzie odbiłem w lewo od anziśtpunktu , ale specjalnego anziśtu nie zauważyłem, ot, jakieś nieduże jeziorko - nie polecam.
Anziśtpunkt
Widok z niego ....
Wracam na szlak kolejki, zero błota, fajna jazda. Wkrótce melduję się w Reith, ale nie zwiedzam, tnę na mostek graniczny i ścieżkę. Dokręcam do Nowego Warpna, przy wyniku 63 kn na liczniku jestem w centrum gastro i pokrzepiam się gorącym żurkiem - choć w opcji były polecane przez koksów naleśniki :-)
Gastrocentrum - na razie tylko Magda przetrwała
Z uwagi na południowy silny wiatr, chowam się po lasach - najpierw na Warnołękę, ucieczka w pożarowa drogę nr 7 od Mszczujów do asfaltu Myślibórz- Trzebież. Tam dobawiam żela i batona, ciągnę na Uniemyśl i tam znowu uciekam w las do Nowej Jasienicy. Przed Policami odbijam w pożarówkę 27 i po 5 km jestem na 115ce. Od tego momentu kręcę na oparach w stronę domu. Po 100 km nogi odmówiły współpracy, dojechałem siłą woli :-)
Stan psychofizyczny przekręcacza korby na początek lutego : głowa na 150 km, płucotchawki na 120 km, nogi na 100 km, dupsko na 80 km ...
Do domu dojechałem dzięki pomocy panów z zespołu "Rammstein", za co serdecznie dziękuję.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)