Wpisy archiwalne w miesiącu

Styczeń, 2015

Dystans całkowity:356.55 km (w terenie 36.00 km; 10.10%)
Czas w ruchu:22:34
Średnia prędkość:15.80 km/h
Maksymalna prędkość:47.60 km/h
Suma podjazdów:2261 m
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:27.43 km i 1h 44m
Więcej statystyk

Etap 3 - Trzej Królowie i królewna :-)

Wtorek, 6 stycznia 2015 · Komentarze(2)
Otrzymałem zaproszenie na przejażdżkę od Arka i Krzyśka, za co oczywiście bardzo dziękuję, ale po poniedziałkowej niedyspozycji nie czułem się na coś więcej niż 50 km, a plany koksów były znacznie ambitniejsze. Słusznie zrobiłem nie jadąc z nimi, bo dali dziś ognia... Usmażyliby mnie już do Dobieszczyna i potem bym się rozpaczliwie kolebał do domu... To nie czas smażenia, tylko budowania, zatem, koledzy, do zobaczenia w marcu ;-) Ja postanowiłem uczcić święto 3 Króli na swój sposób, Najpierw dopieściłem Królewnę, czyli wspiąłem się na Miodową. Dalej Andersena w stronę Warszewa , gdzie pierwsza tegoroczna setka wypadła koło kościoła. Przypadek ? Nie sądzę... Liczę na wysoką protekcję w tym sezonie :-)


Kościół na Warszewie 

Dalej nową obwodnicą w stronę Hożej i hajda w dół Robotniczą. Tam zaczęło się świętowanie , zaserwowałem sobie trzy "królewskie" podjazdy, najpierw Świętojańską, potem Strzałowską. Po niej chwila przerwy na złapanie oddechu na cmentarzu na Golęcinie przy wciąż robiącym wrażenie grobowcu rodziny Steinbrueck - można to podciągnąć pod denkmal, bo dwóch synów poległo na frontach I WŚ.


Grobowiec Steinbruecków na Golęcinie

Potem zjazd Strzałowską do Rolnej i wspinaczka na Zielną , która daje popalić - za to wynagradza widokami za milion dolarów.

 
Widok-marzenie z Zielnej, przepraszam za beznadziejną jakość fotek z komórki

Z ulicy Pokoju skręciłem w Podolską, a potem w Nehringa, Na chwilę wstąpiłem na pozostałości stołczyńskiego cmentarza, który pamiętam jeszcze pełen grobów - teraz jest tam parczek. Stoi kilka pomników - mnie zainteresował ten ze zdjęcia, różne nazwiska, ten sam rok śmierci i grób. Historia pozostanie niedopowiedziana...


Jeden z nielicznych pozostałych pomników na cmentarzu na Nehringa...

Potem korzystając ze Słonecznej pogody zjechałem Kościelną i via Skolwin dotarłem do Polic. Tam zacząłem odczuwać trudy wycieczki i żałowałem, że nie miałem ze sobą batonika dla pokrzepienia. Ale znajome tereny to już nadzieja na spokojny powrót do domu, ścieżka z Polic do Głębokiego była dziś uczęszczana przez rowerzystów. Mozolnie kręcąc korbą na resztkach paliwa dotwarłem bez zbaczania do domu. Tam czym prędzej przyjąłem proteiny w postaci kabanosów i izotoniki produkcji Żywca :-) 

Gniewamy się z Microsoftem, bo chyba przez wersje XP Garmin szaleje i nie zapisuje dystansu, dane znowu wpisane z ręki z urządzenia. Dziś był na tyle łaskawy, że serwer przyjął chociaż dane , dzięki czemu możemy cieszyć oczy mapką.

Muzycznie wyjazd upłynął pod znakiem pobytu w śpiączce ;-)
 

Etap 2 - 9 w skali Beauforta

Niedziela, 4 stycznia 2015 · Komentarze(2)
Dzisiaj po raz drugi w siodle, mimo nieprzyjemnego wiatru.
Wiatr określił charakter jazdy - po partyzancku, czyli jak najwięcej lasu. Do Tanowa tradycyjnie, potem skręt na Węgornik. Chciałem zrobić odwróconą pętlę gunicką i wrócić przez Jasienicę i Tatynię, ale z uwagi na spodziewany wmordęwind w końcu wyszła mi pętla zaleska... Poleciałem przez Węgornik do Zalesia , po drodze było kilka błotnych pułapek, ale na szczęście dało się przejechać, w końcu po coś człowiek ma te grube klockowane Rapid Roy'e ...


Leśniczówka w Zalesiu

Ograniczenie rodzinno-czasowe nie pozwoliło na wyprawę w trzebieską część Puszczy (co jak widziałem ćwiczył dziś Mirek z Polic), korzystałem z wiatru w plecy na 115 od Zalesia do Tanowa. Po raz kolejny przyjąłem swój narkotyk, czyli odcinek Bartoszewo-Leśno Stare, doskonale się tam jeździ...


Leśnostrada Czarnego Warkocza - czyż nie jest piękna ?

Dalej standardowo do domu - rozważałem objazd Głębokiego, ale przy pięknym słońcu można było się spodziewać tłumów spacerowiczów, wiec odpuściłem sobie. Wydymka wiatrowa przy hali na Zawadzkiego, Litewska, Szenwalda i dom.

Kłopot z Garminem - serwer nie czyta dystansu z urządzenia, a dziś w ogóle zastrajkował i nie zaakceptował danych, nie mogę zamieścić mapki, dane wpisano ręcznie...

Muzycznie walka z wiatrem z pomocą najpierw Metallica ...

Potem wspomagała mnie załoga z Clan of Xymox, poznana w latach 80tych XX w. dzięki nieocenionemu (r.i.p) Tomkowi Beksińskiemu 


Etap 1 - 10 w skali Beauforta

Sobota, 3 stycznia 2015 · Komentarze(5)
Witajcie, wreszcie i ja po noworocznym śnie wstąpiłem na działo i ruszyłem w drogę. Spisano cyrograf na byczej skórze z małżowiną, każdy kilometr w 2015 będzie okupiony moją krwawicą, dodatkowo spisano klauzulę tajną "anti-cornutti" , której treść nie może być wyjawiona pod żadnym pozorem. Ważne, że działa ;-)
No to wyruszyliśmy standardowo przez park w stronę Głębokiego. Tam zapadła decyzja o ukaraniu i jednocześnie nagrodzeniu się trzykrotnym podjazdem na Miodową, co okazało się dobrym wyborem, bo wiatr nie przeszkadzał. Dalej kontynuowano do Podbórza poprzez błota, dalej zjazd w stronę Dębów Bogusława , skąd wybrałem downhill na Siedlice, ponieważ jest on pozbawiony błota w odróżnieniu od tego na Leśno Górne. Dalej sprawa wiadoma - Police i ścieżka na Tanowo. Nie odmówiłem sobie przejazdu ulubioną leśnostradą Czarnego Warkocza nr 40 do Leśna Starego i z powrotem. Dalej bez emocji przez Pilchowo i Głębokie. Wiatr wytarmosił mnie na odcinku Police-Tanowo oraz zdecydowanie wydymał mnie koło hali na Zawadzkiego. Przejechałem dokładnie tyle kilometrów, ile lat skończyłem w grudniu ...



Postanowiłem dla moich (nie) licznych czytelników uatrakcyjnić bloga.  Tunisława wkleja najpiękniejsze zdjęcia, Arek wkleja filmiki, Grzesiek zaraz zacznie wpisywać dystanse o jakich nam się nie śniło, Janusz jeździ CODZIENNIE ... No to mi pozostało dzielić się z Wami moja muzyczna pasją. Rower i muzyka - co to za doskonałe połączenie. Dziś zasadniczą część trasy aż do wyjazdu z Polic zrobiłem z "Dead Can Dance" , muzyką idealną do lasu lub na pustynię...

Potem kontynuowałem z towarzyszeniem panów z Led Zeppelin, jak to brzmi, aż się chce kręcić ...