Pierwszy weekend lipca spędzony spacerowo w upalnej Warszawie rozbił mnie fizycznie .... Pozbierałem się dopiero dzisiaj, po lekturze blogów znajomych ultrasów/ultrasek po pokonaniue 600 km w Pierścieniu 1000 Jezior. Skoro starszapani po przerwie machnęła 6 setek, to ja muszę dać radę chociaż jednej....
Zrobiła się z tego nudna seta, jakich wiele na BS i stravie (licencia poetica Grzesiek), nie ma o czym pisać....
Szukałem denkmala w Rothenklempenow, zamiast tego znalazłem fajny kompleks pozamkowy z knajpą, jest to opcja na popołudniowy wypad ...
Kościół w Rothenklempenow
Wieża zamkowa tamże
Nie pojechałem do Nowego Warpna, co było dobrą decyzją, bo dzisiaj stać mnie było na 80, a nie na 130 km. Ale jazda na rowerze ma tą dobrą stronę, że trzeba wrócić do domu, wracaliśmy zatem cierpliwie. Wiatr dziwnie kręcił, na tych samych odcinkach pomagał i przeszkadzał. Zafundowałem sobie 3km bruku w Brzóskach, zjazd na asfalt można porównać z orgazmem ;-) W Niekłończycy spożyłem puszkę pepsi w towarzystwie miejscowych żulianów , z tym, że oni pepsi nie pili.
Wykręcono setkę, ale plan 1000 km w lipcu wydaje się równie nieprawdopodobny, jak sukces programu 500+ w przyszłym roku :-)
Nogi rozbolały, ale to ten ból, który znam i lubię....
Komentarze (8)
Starszapani Twoją inspiracją? Bardzo mi miło :) Trzeba lubić długie trasy, czasami bywa na nich rzeczywiście nudno, ale jak się jedzie w grupce a na punktach dodatkowo jest okazja porozmawiania z innymi osobami to czas mija szybciej i jest naprawdę fajnie. Dla mnie osobiście to duża odmiana od wielu solowych tras. Poza tym można wtedy się przekonać ile jesteś z siebie w stanie wycisnąć. Ot, taki mały sprawdzian własnych możliwości. Spróbuj kiedyś. Jest sporo imprez na różnych dystansach (brevety, Kaszebe Runda itp. itd.) i myślę, że w ramach odskoczni od codzienności warto się kiedyś na coś takiego wybrać :)
Jarek, to nuta realizmu i rozpaczy. O, nie, na wyścig to mnie zdecydowanie nie namówisz :-) Nie widzę sensu w jechaniu 100km, żeby samotnie pojechać rowerem 100-150 km. Jedyna przewaga zapisu na wyścig, to taka, że zapisany jedziesz bez względu na pogodę, a w domu możesz na wypadek deszczu odwrócic się na drugi bok ;-) Na wieżę się tym razem nie pchałem, ale zabiorę się tam Przecinakiem to pomyszkuję po zakamarkach.
Wyczuwam jakieś nutki zniechęcenia. Może pora na większe wyznania, np wyścig w towarzystwie kolegów z pracy :) ? Osy na wieży Cię nie pogoniły? Ja rok temu mało butów na schodach nie pogubiłem, jak się mną zainteresowały.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)