Dziś ostatni rowerowy dzień w czerwcu dla mnie. Potrzebowałem ca 50km, żeby pokonać granice 1000 km w czerwcu, która była założona planem rocznym. W domu panika - przecież będzie padać ! Ale dojechałem do pracy przed deszczem ... W pracy kolega przez duże CH już widział mnie mokrego w drodze powrotnej. Ale ja wierzyłem... Gdyby Twoja wiara była tak wielka jak ziarnko gorczycy ... I stała się jasność - a wiatr osuszył drogi , zatem ruszyłem dzielnie w stronę Polic....
Kontenerowiec koło Jachtowej ....
Koło papierni w Skolwinie dopadłem rowerzystę, liczyłem, ze to znajomy. Ale nie, dobra łyda, dał się wyprzedzić, skrzypiał za mna ze 2 km, po czym tylko chwilę go podziwiałem, jak położony na lemondce zniknął mi z oczu jak miałem ponad 28 km/h na liczniku ... Chwila odpoczynku na mostu bydlęcym na Łarpii... Było tam ukryte coś małego, zielonego, wrednego, które tak komentowało, ze moja trenerka Majka spod mostka z niesmakiem zarządziła odwrót ....
Dalej pojechałem przez tereny ZCH do Jasienicy i skierowałem się prze z Tatynię w stronę Tanowa.
Kościelny z Tatyni zachęcał do odwiedzin wnętrza świątyni, ale innym razem, czas mnie naglił. Lubię te małe wiejskie kościoły, tam czuje się ducha wspólnoty ....
Powrót bez niespodzianek, Tanowo/Pilchowo/Głębokie....
Czerwcowe 1000 km pękło w Pilchowie. Czyli 1/3 letniego planu została zrealizowana, oby tak dalej. Biedny Grzesiek nie może jeździć, oby jak najszybciej wrócił do zdrowia... Jego plan na lipiec to nie przytyć, a mój - schudnać, także wiadomo, o co chodzi. Szukajcie mnie w lipcu na Miodowej :-)
Czy naszemu bohaterowi uda się w lipcu przejechać 1000 km ? Kto wie ? Stay tuned :-) Nogi bolą, ale euforia każe pchać korby, I am supernatural ;-)
Z blatu, chłechełchłe, to ja jeżdżę z górki. Tylko wypad z koksami był blatowy... Dzięki za graty, 1250 nieStravy raczej nie do osiągnięcia w codziennym kieracie, chyba, ze eksplozja weekendowej formy będzie na 200-250 km w sob/niedz ....
Ten weekend będzie spacerowy, nie rowerowy - walka o lipcowe km zacznie się od 4/07 ...
Na Miodowej musze się pokręcić, bo jak ogłoszą czalendża to nie dam rady z biegusia ....
Majka Wredna Zielona spod Mostka ... Czegóż się po takiej spodziewać. :D Ja to bym doradziła, żebyś częściej z blatu na chwilę zrzucał zanim mięśnie do zwiększonej pracy nie przywykną. Albo korzystanie z SST, zawsze to szybciej i lżej niż truchtanie z rowerem pod pachą. ;) No, ale ta Wrednota spod Mostka musiała wredne wskazówki dawać i teraz nogi jak kloce. Kto by pomyślał, że najdzie się jakieś zielone bardziej wredne ode mnie. :D
Gratki za tysiąc, to już coś, gdy się jest w codziennym kieracie, ale na odznakę nieStravy trzeba 1250, więc może podnieś troszeczkę poprzeczkę na lipiec. ;) Z Miodową poczekaj momencik, może z okazji TdF jakąś rywalizację wspinaczkową jeszcze ogłoszą, żeby Ci pary nie zabrakło w drugiej połowie miesiąca.
A teraz 2 dni odpoczynku i od piątku do boju. You are supernatural. :)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)