Etap 58 - P.P.P.U.H. "Minikoksik"
Moi koledzy zawodowcy mieli akurat okienko między wyścigami i mogli pozwolić sobie na jazdę dla przyjemności. Arek opracował trasę na ca 170-180 km i w niedzielę rano, nieco spóźniony zameldowałem się w Warzymicach. Stamtąd ruszyliśmy oklepaną trasą na Penkun z planowanym pierwszym postojem w Prenzlau. Po ostatniej wspólnej wyprawie do Puszczy Bukowej postanowiłem nie dać się sprowokować do jazdy w tempie koksów, tylko kręciłem swoje. Przez co większość trasy jechałem solo i miałem widoki jak niżej ;-)

Ten moment, kiedy ciśniesz 30 km/h a masz wrażenie , że stoisz w miejscu :-)
Do Prenzlau, gdzie zrobiliśmy sobie krótki postój wołano - "Trzymaj koło", na szczęście potem wracano, żeby mi je podać ;-)
Za Penkun, w Sommersdorfie wytargowałem fotopostój na denkmal i krzyż pokutny.

Denkmal w Sommersdorf

Morderkreuz w Sommersdorf
Trasa Prenzlau - Pasewalk bardzo ruchliwa, po drodze wiele kościołów i denkmali, ale koksy pędzą, będę musiał wracać na tą trasę.
Okazja nadarza się w Dauer, gdzie Arek łapie gumę.

Denkmal w Dauer
Pasewalk mijamy ruchliwa obwodnicą i jedziemy w stronę Ueckermuende, gdzie planowany jest postój obiadowy. Po drodze kolejne ciekawe dla mnie miejscówki mijane żwawym tempem - wiatr nas nie rozpieszcza, najpierw był zachodni, od Pasewalku zmienia się na północny - czyli 120 km w twarz.... Przez Jatznick . Torgelow i Liepgarten docieramy do Ueckermuende, gdzie w znanym kebabie Uecker 66 konsumujemy smaczne rollo i uzupełniamy płyny.

Zasłużone kebaby
Po smacznym posiłku kierujemy się do domy na Luckow/ Ahlbeck/ Hintersee. Najedzony Arek nawet sam pokazuje mi po drodze denkmal w Bellin, pozostałe już mam w kolekcji :-)

Denkmal w Bellin
Potem już oklepana trasa przez Dobieszczyn i jazdą na Dobrą przez Stolec. Tam Krzysiek szarżuje na podjazd z przystankiem, ja nie mam już siły. W ogóle całą drogę koksy miały gry i zabawy - kto pierwszy, dawaj sprintem itp itd. Ja cierpliwie jechałem. W Dobrej przyszedł czas pożegnania i powrotu do domu przez Wołczkowo i Głębokie. Bardzo fajna wyprawa, naśmialiśmy się i wybawili, a i ujechało się trochę. To miała być próba generalna , czy stać mnie jeszcze w czerwcu na coś bliżej 300 km, ale obiektywnie patrząc to jeszcze nie. Ale do końca lata - kto wie, będziem trenować , się zobaczy. Jeśli tylko to będzie możliwe ....




