Dzisiaj szybciutko do i z pracy, rower doskonale pomógł uniknąć korków :-)
Wracając z z roboty zahaczyłem o strefę food trucków, wybrałem nie najlepiej, langosz do tej pory leży mi na żołądku...
Przed "Darem" cumuje "Noa Vittoria", kopia statku Magellana - ona też opłynęła świat... Żeglarze mają jednak cojones wielkie jak arbuzy. Wróciłem sobie mostem pontonowym, dla ciekawego śladu na mapie :-)
Potem walka z wiatrem najkrótszą drogą do domu przez Jasne Błonia i park. Jutro odpoczywam, a w niedzielę kto wie, dokąd nogi poniosą :-) Jak dni morza, to prawdziwie polska szanta...
No muzycznie się wpasowałeś idealnie w ten weekend. Jak byłem przy food truckach to stała tylko "Masarnia" i w końcu nie kupiłem burgera. Przy okazji polecam - Bro`Burger na Bramie ;)
A langosze oni teraz smażą na przeklętym oleju palmowym - słyszałem ostatnio we Wrocławiu jak sprzedająca się tym chwaliła (!). Pewnie dlatego Ci zaszkodził.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)