Dzisiaj miał być ostatni ładny dzień powszedni w tym tygodniu, więc jadę rowerem do pracy. A tu w pracy koło południa robi się czarno, wiatr, deszcz, Arek (kolega przez duże "CH" ) śmieje się, że kiepsko wybrałem środek transportu i może mnie z rowerem zabrać do domu. Na szczęście przejaśnia się i znikam z pracy z zamiarem szybkiego powrotu do domu. Robi się jeszcze przyjemniej, bo zauważa mnie również wracający z pracy Michał i pozwala się doścignąć. W miłym towarzystwie droga do domu mija jak z piczy strzelił :-) Rozstajemy się na Ostrawickiej. Trochę żal, że tylko 17 km dzisiaj, ale akurat jak piszę te słowa, to za oknem wali konkretna pompa. Mam nadzieję, że Michał zdążył do domu przed deszczem, choć mam wątpliwości....
Dobrze jest - wzorem Jamesa77 - mieć bank fotografii, bo dziś nie było czasu na trzaskanie fotek...
Do deszczu fajnie pasuje muzyka instrumentalna, nowa płyta polskiej grupy "Tides from Nebula" jest świetna. Nie słyszeliście pewnie o nich, w radio ciągle ta sama sieczka....
Komentarze (11)
Dlaczego na blogu rowerowym ograniczać się tylko do piersi kurzych ? Przecież to jest ograniczenie wolności wypowiedzi którą mamy zawarowaną w konstytucji ! Piersi WSZELKIE ... są tak przyjemnym i plastycznym ... tematem że proponuję uwolnić wodzę fantazji !!! :-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)