Dzisiaj skorzystałem z możliwości wzięcia wolnego dnia. Plany były ambitniejsze, ale po sobotnich harcach z udziałem napojów niesportowych otrzymałem żółtą kartkę i dodatkowy przydział prac domowych, takie są uroki małżeństwa ;-)
Krótko i na temat - oklepana trasa do Nowego Warpna przez Dobieszczyn, powrót przez Stolec i Dobrą, żeby na mapie było coś innego niż ślad od kunia ;-)
115ka puściuteńka, asfalcik do NW także, sama rozkosz. Kawiarenka przy molo dziś była nieczynna, przez co na powrocie pod wiatr zaczęło brakować mi paliwa, bo rezerwowe pół paczki kabanosów zostało spożyte właśnie w NW.
Puszczalska to jakaś łatwa pannica, Odra-Nysa, NW, cóż to ma być. Niech się puści na jakieś bardziej wymagające tereny, przez które niekoniecznie rozumiem przyssanie do Miodowego Cyca. ;)
Janusz - relaksowo, bo jechało mi się wczoraj właśnie tak, piękna pogoda, pusta droga, mozna było się odprężyć i cieszyć jazdą. Wzrost średniej to zasługa rączego roweru, to zupełnie inna jazda niż na góralu.
Lubię tę trasę ale zaskoczył mnie tytuł wycieczki, bo skoro trasa to aż (dla mnie aż) 85 km a przy tym średnia szybkość jazdy to aż (szczególnie dla mnie aż) 26.01 km/h to te dane są dla mnie mało relaksowe ale tym większy podziw - moje uwagi podziela też Kuba.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)