Dzisiaj z kolegą doktorem wybrałem się na spokojny przejazd w celu przetestowania, jak zachowują się w trasie obite płucotchawki. Wczorajsze szorowanie tarasu im zdecydowanie nie pomogło. Ale na szczęście jazda na rowerze to inna bajka. Z Mierzyna ruszamy na Ladenthin, tam od razu korzystam z okazji do zdjęcia ...
Rzepakowy gladiator
Niemiecki rzepak ma ze 2 tygodnie przewagi na naszym, będzie się działo z fotami na forum :-)
Kierujemy się przez Nadrensee do wiatraka w Storkow, gdzie spożywamy banany i batoniki.
Konie przy wiatraku
Kolejny przystanek to kawiarenka w Krackow, gdzie spożywam zaordynowany przez lekarza izochmiel, który przynosi dużą ulgę w cierpieniu. Patrzymy na peleton koksów, przejeżdżąjacych licznie innych kolarzy, siedzimy i gadamy. Może po Bukowej masakrze taki wyjazd był mi potrzebny :-)
Powrót do domu przez Grambow i Lubieszyn, rozjeżdżamy sie w Dołujach. Dokręcam do mety przez Redlicę, Bezrzecze i Głębokie. W końcu na krótko i w letnich butach :-)
Włosy na nogach potaaaaargał wiatr :-)
Komentarze (12)
Ok moze byc 15.05 dzien dobry jak kazdy inny .Dziadki bedą w pełni sił bedzie fajnie do zobaczenia na mostku:)
Uroczo pokazany ten relaksowy test a sama jazda wcale nie wygląda na testową , skoro kryje się za tym świetne tempo jazdy - pozdrowienia ode mnie i Kuby.
Ja dzisiaj też na "letniaka", a zaleceń lekarza trzeba się zawsze słuchać (oczywiście tych dobrych rad jakimi są przepisane lekarstwa z izochmielu ;)))
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)