Dzisiaj do pracy w ramach rozjechania zbolałych po Puszczy Bukowej nóg. Rano rześko, ale powrót już na krótko, pierwszy raz w tym sezonie :-) Innymi słowy - włosy na nogach potargał wiatr :-)
Mimo pięknej pogody jechałem w miarę prosto do domu, unikając festynu na Jasnych Błoniach. Małżonka przygotowała listę czynności, bez zrealizowania których swobodne rowerowanie jest zagrożone.
Dzisiaj było zatem szczotkowanie tarasu po zimowym brudzie. Robiliście to kiedyś ryżówką z obitymi żebrami ? Nie polecam :-) Skąd obite żebra ? Gleba w Puszczy ? Nic z tych rzeczy. Stary debil postanowił wskoczyć w stylu parcour na kopułę obserwacyjną schronu na polanie widokowej nad Szmaragdowym. Nr PESEL nie pozwolił na to, skończyło się odnowieniem kontuzji. Trudno, nie ma się co pieścić.... Na żebra nie ma lekarstwa, po prostu ból musi minąć.
Dobra mina do złej gry ....
Muzycznie chamskiej majówki ciąg dalszy ....
Komentarze (7)
Michał, tak, po nieudanym skoku - dobrze, że Arek tej żenady nie uwiecznił ;-)
Jarek, jakbyś zgadł z tą strzałką ;-) Co do braci FF to nie, żebym spijał słowa z ich ust, ale parę kawałków wchodzi nieźle. Ale chyba formuła pastiszu się wyczerpała, nie spodziewam się niczego dobrego po kolejnych "utworach".
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)