Krótka przepustka w celu odparowania cytrynówki spożywanej ochoczo na urodzinach kolegi - wykorzystana na przejażdżkę po okolicznych kniejach. Lasek Arkoński to plątanina ścieżek, ciągle odkrywam coś nowego, jadąc kompletnie na tzw.pałę. Pomęczyłem się troszeczkę na podjazdach, pocieszyłem się na zjazdach. Były singlowe podjazdy, na których obawiałem się czołówki z endurakami, ale w niedzielę rano chyba jeszcze spali. Jeden zjazd z konkretnym przeciwstokiem odpuściłem z powodu tchórz... wróć, braku techniki. Po dotarciu do Pilchowa pokazały się ołowiane chmury, nie byłem dzisiaj gotowy psychicznie i odzieżowo na deszcz, uciekłem zatem do domu przez Głębokie, z odbiciem w górę przez Młynówkę i potem w Osowską. Okazała się być w dalszej części fajnym singlem, zakończonym konkretnym kopytem, podjechanym kunktatorsko z młynka.
Stromo ....
Dwie kompletnie nieudane fotki dla zachęcenia Michała do odwiedzin tych okolic....
Dzisiaj odbył się pogrzeb z udziałem władz państwowych majora "Łupaszki". Powoli Rzeczpospolita spłaca swoje honorowe długi.
Komentarze (8)
Niema to "jak na kaca ciężka praca"...też tak się go pozbywam.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)