Dzisiaj miałem zamiar pojechać na 07:00 na Plac Grunwaldzki, żeby pożegnać peleton śmiałków ruszających na 300 Zalew. Ale przegrałem z ciepłą kołderką ;-) Wybrałem się z kolegą, który jeździ na moim poziomie na przejażdżkę szosową w celu przetestowania pleców. Plecy okazują się być w porządku, będziem zatem jeździć częściej. Umówiliśmy się na stacji w Lubieszynie, skąd ruszyliśmy na Loecknitz. Krótki postój przy kocie.
Picia jedzie... Nie może być, na Kocie ?
Stamtąd jedziemy przez Rothenklempenow w stronę granicy - miasteczko rozorane, szosowe przygody z szutrem i trawą, na szczęscie bez kiepskich konsekwencji. Popas bananowo-jabłokowo-batonowy na granicy, potem skręcamy ze 115ki na Stolec. Wjeżdżając na ścieżkę do Blankensee/Buk napotykamy na pasach stworzenie Boże ...
Wstrzymuję ruch samochodowy i pomagam tej mendzie, syczącej i próbującej mnie ukąsić, przejść bezpiecznie. Żmija bezpiecznie znika na polu, jedziemy zatem dalej. Rozstajemy się z kolegą na rozjeździe do Dobrej, ja pakuję do domu przez Wołczkowo i Głębokie. Znakomity wyjazd, cieszyłem się każdą chwilą. Choć żal, że nie spotkałem się z bohaterami Zalew 300....
Muzycznie snake, czyli Snake Plisken :-)
Komentarze (14)
Bolesna pomyłka :-| Babcie nie nadążają ;) Moja latorośl od razu rozpoznała patriotyczny styl W jednym się nie myliłam – nie jest to design okupanta ekonomicznego
@ Żmija - syczysz tylko jak na przejściu. Popatrz lepiej w górę, czy jakiś myszołów cię nie namierza. Aha, zapomniałem - ty nie umiesz patrzeć w górę ;-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)