Dzisiaj do pracy po raz 60-ty, korzystając z dobrej pogody, czyli braku opadów. Trzeba cieszyć się tym, co jest nam dane. Powrót wzorując się na Michale, przez Trasę Zamkową "pod prąd" - faktycznie lepsze rozwiązanie odnośnie wbicia się do centrum niż "naturalny" kierunek tej trasy, który wyrzuca nas na Wałach Chrobrego. Potem przez centrum do parku, gdzie mierzę się z "domowym" segmentem stravowym Michała, ale bez poprawy wyniku - walka trwa ;-) Przez park do Arkońskiej , stamtąd już w ciemnościach przez las do Arkonki, pełna pętelka i lasem w stronę Miodowej. Stamtąd już do Wojska i powrót do domu przez halę AA i Litewską.
Dwa zdarzenia - rano na ścieżkę w Alei Fontann zza pubu wybiega pan z psem na smyczy, którą udało mi się cudem wymanewrować. Na zwróconą uwagę rzucił, że w listopadzie się na rowerze nie jeździ :-) Z kolei na Arkońskiej dłuższą chwilę bezskutecznie czekałem na możliwośc przejścia na drugą stronę ulicy. W końcu zatrzymał się pan w Citroenie, dodatkowo widząc, że jadę w stronę kolejnego skrzyżowania zwolnił, kontrolował sytuację i ponownie przepuścił mnie skręcając w prawo - bardzo miłe zachowanie. Oprócz "karnych kutasów" należą się czasem podziękowania dla kierowców.
Muzycznie klimaty "biało-czerwone" z końcówki lat 80tych ... To były czasy, to była muzyka :-)
Mapka z powrótu dla ciekawych.
Komentarze (5)
Trafiłeś w sedno pisząc o jeździe lewą stroną Trasą Zamkową, aby bezproblemowo wbić się w centrum...ja tak zawsze robię gdy wracam z prawobrzeża (choć rzadko mi się to ostatnio zdarza abym tam gościć).
leszczyk - cieszę się, że spodobało Ci się jeżdżenie TZ "pod prąd". A poważnie - też wcześniej jeździłem zgodnie z naturalnym kierunkiem. A na "do czynu" powalczymy pewnie :P
Gość - mylisz się. Pierwsze miejsce dzierży czytelnik Kuriera Szczecińskiego, który ostatnio napisał list w sprawie wrednych rowerzystów, którzy przepędzają z ulic samochody. Najciekawszy fragment brzmiał +/- "nikt kto ma odrobinę rozumu przy takiej pogodzie nie jeździ na rowerze". Inna sprawa, że, jak wspomniał leszczyk, sporo jest kierowców, którzy swoim zachowaniem pomagają i ułatwiają jeżdżenie rowerem, że choćby o odsuwaniu się od krawędzi wspomnę...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)