Sobotni słoneczny dzień zachęcał do choćby niewielkiej wyprawy - nie dzwoniłem do Arka, bo jego piątkowy wieczór miał być hmmm.... ciężki ;-) Jak się okazało szybko się zregenerował i z Krzyśkiem zdecydowali się odwiedzić prawie te same tereny, mogliśmy się trafić na trasie :-) Zadzwoniłem do kolegi doktora i zabrałem go z Mierzyna w trasę po Niemczech, bo nie chciałem plątać się po polskich drogach pełnych cmentarników.... Obie małżonki zakreśliły ramy czasowe, więcej niż 50-60 km nie zrobimy.... Przez Warnik dotarliśmy do Kołbaskowa i tam odbiłem w drogę do piaskarni, którą jeszcze nigdy nie jechałem. Okazała się całkiem fajna, pewnie po deszczu wrażenia byłyby zupełnie inne. W Pomellen wybieramy drogę do Nadrensee i stamtąd proponuję odwiedziny przy wiatraku. Kolega cieszy się jakością i bezludnością niemieckich dróg , dobrze nam się kręci. Przy wiatraku postój na batonika.
W taką pogodę można było odlecieć z radości :-)
Nie lubię wracać tą samą drogą, zatem kierujemy się na Krackow , stamtąd falbanką rowerową na Lebhen. Po drodze usiłuję uchwycić romantyczny efekt fioletowo kwitnącego poplonu (łubin ?) , ale moja idotenkamera na nic nie wyostrzyła ;-)
W oddali wieża kościoła w Hochenholz
Za to kolegi rumak poniósł w szkodę ;-)
Prrrrr, szalony ;-)
Kontynuujemy falbanką aż do Schwennenz, stamtąd przez mostek na naszą stronę granicy. Przez Stobno jedziemy w stronę Mierzyna, gdzie się rozstajemy. Wracam do domu przez Topolową, Żyzną, Halę AA i Litewską. To był szalenie przyjemny jesienny dzień, aż chciałoby się zmierzyć z jakąś setką - i mam na myśli wyłącznie kilometry :-)
Komentarze (10)
"a idź ty z tymi megłami ..." Poszłam se :( Kiedy będziesz wsączał w siebie rozgrzewkowe procenty może poprzez megłę ujrzysz gdzieś tam w błotku zamgloną zielonkawą kostkę lodu, a wtedy sumienie Cię pogryzie dotkliwie, żeś mnie przegonił. Rzekłam. :D A teraz na 120 dni zapanują megły, mżawki i deszczydła!!! Rzekłam. :D
Racja, z tym łubinem to strzał z odbytu, miało to strąki, ale kwiatostan przecież zupełnie inny. Facelia, zapamiętam, podobnie jak gorczycę. Jednak jazda na rowerze ubogaca :-) Jaskółka jest już stara, dobrze, że jeszcze na jednej nodze ustoi... A idź ty z tymi megłami...
Piotrek, toż to w ogóle nie przypomina łubinu, raczej facelię. :D Jaskółka też jakoś mało jaskółcza. ;) Pogoda również jakaś nie teges, nudny błękit i słońce. Dopiero ostatnie 3 dni to było TO - superzaste "megły", a Ty pewnie czterokołowcem się telepałeś. ;)
Bardzo lubię takie właśnie dystanse wycieczek, bo zbytnio nie nużą a dają satysfakcję z jazdy. Świetne są te mapki pokazujące innym jaki był przebieg, choćby tej Waszej interesującej wycieczki.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)