Dzisiaj udało mi się pojechać dystans miedwiańskiego MTB. Mój czas jest nędzny, dałby mi 1192 miejsce w open, bardzo dobrze zatem, że się nie zdecydowałem pojechać. Aha, zapomniałem powiedzieć, ze pomyliłem trasy i pojechałem to na Miodowej, rekompensując sobie gorycz porażki ze wszystkimi znajomymi z BS całkiem sympatycznym wynikiem w przewyższeniach, najechałem ich tyle, co w 6ciu edycjach ;-)
Fajnie się jechało, rano nie doskwierał upał ani wiatr, znowu znajoma twarz na kolarce - chyba 6 kółek kręcił. Nie wspominam o znajomych twarzach spod sklepiku, szkoda, że nie są zainteresowani kibicowaniem, przecież daję im szansę....
Początek był niepokojący, bo nie mogłem ruszyć kadencji powyżej 70, już się bałem, że to tzw.słaby dzień i niewiele zwojuję, ale okazało się, że ten pierwszy raz przez pomyłkę podjechałem z blatu ;-)
Raport z wykonania challenge 11.000 m do 31/08 :
- stan na dziś : 8.100 m (przy zakładanych 7000 m)
Zlezę, Ula, zlezę, ale akurat teraz mi to miodobranie pasuje, bo mam czas na 2-3 godzinne wypady, to łączę przyjemne z pożytecznym. Nie szarpię się, jadę swoim tempem, pilnuję kadencji (nie średniej, tylko pod górkę) - nie zajadę się w każdym razie.
Jarek, w pełni doceniam i podziwiam Piotrowe osiągi. Szczęka mi opadła, kiedy stuknął >2 tys. na Miodowej, ale teraz mi opadła jak widzę, że przyczepił się do tych cycków i "zalega" na nich tygodniami. :D Dlatego powiadam, Piotrek złaź z tych cycków!!! ;) Co do przewyższeń wokół Miedwia to chyba typowe dla jezior, pagórzątka są jak się odbija dalej od jeziora, a im bliżej brzegu tym bardziej płasko.
He, he a to Ula z kobiecą delikatnością podsumowała Twój pot, krew i łzy :) Ja po raz pierwszy pojechałem Miedwie ze Stravą i suma przewyższeń na trasie "MTB" mnie rozśmieszyła. Więcej przewyższeń mam zwykle na popołudniowej wyciecze po okolicy niż na trasie maratonu.
Jasne, Ula, że będę jeździł normalnie. Nie mam teraz za wiele czasu, więc czy to petla sławoszewska, czy tour de dobra/buk/blankensee czy 6-8 razy Miodowa to na jedno wychodzi. Jeszcze nie rzygam z nudów na podjazdach, więc nie jest źle. W dwie godziny nowych miejsc nie odkryję, po pracy tez cudów nie zdziałam, to chociaż popracuję nad głową i charakterem. To zdecydowanie ostatnie straviane wyzwanie wspinaczkowe w tym roku :-)
Piotrek, a tak normalnie będziesz jeszcze jeździł? Nie miałam na razie czasu dokładnie przejrzeć ostatnich kilku tygodni, ale z tego co widzę u Ciebie to już tylko Świętojańska i Miodowa. Moim zdaniem przesadzasz. Ani treningowo nie ma to sensu, ani żadna to przyjemność na dłuższą metę. Głowę tylko zmęczysz tą woltyżerką na dwóch pagórkach. Rozumiem wyzwanie itp., ale na Stravie jest obecnie taka inflacja wszelkich rywalizacji, że bez przesady. Zostaw te pagórki i pojeździj jak człowiek, tam gdzie jeszcze Cię rowerem nie było, bez kalkulatora. ;)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)