Etap 74 - do wykopu# 37, powrót wspinaczkowy
Wszystko jest na mapce.
Gdzieś na wertepach rozsypała się tylna lampka. Ciekawe - nie mogłem jej otworzyć do zmiany akumulatorków ....
Po drodze fotka przyczółka nowego mostu Brdowskiego na wyspę Gryfia.

Dziś skupię się na obserwacji socjologicznej. Jak jadę w moim stroju "teamowym" ( w cudzysłowiu, bo ja się nie ścigam, strój mam po znajomości, koledzy się ścigają) , to wzbudzam agresję cywilnych użytkowników drogi. A to karków, pedałujących w rozkroku, bo czwórki im się nie składają do środka, a to sandalarze z sakwami, a to ojcowie rodzin na kanapowanych holenderkach ... Słyszę ten szum gum, sapanie, trzaski niesmarowanego łańcucha i zajechanego supportu ... Walczą, nie wiadomo o co, ale nie odpuszczają. Jak to fajnie pisał James77 -"wyprzedzić i umrzeć". Jedyna rada - docisnąć, nie dać się. Zajechać drogę, rozepchnąć się łokciem, odebrać im wszelką nadzieję.... Ja rozumiem i akceptuję, że szoszoni mnie cisną, że James na fullu 26" mnie ciśnie, że mocne konie mnie cisną, że długodystansowcy z sakwami na crossach mnie cisną, ale wiem, komu nie odpuścić. Ostrzegam zatem, napis FAST na koszulce zobowiązuje ;-)
Cały czas myślę o wspinaczce, czyli muzycznie prosi się o coś takiego , run to the hills, o yeah :
Chociaż z zapisu wysokości na mapce powinno być chuba zagrane "The number of the beast" ;-)




