Dziś niedziela, na którą się sadziłem - jedyna w lipcu do zrobienia 130 km. Dodatkowym smakiem był pomysł współdzielony przez znajomych, zwłaszcza Grześka, żeby lipcowe wyzwanie wspinaczkowe Stravy machnąć na jeden raz, jak zawodowcy ;-) Pobudka o 06:00, na Miodowej zaczynam wspinaczkę o 07:30. Plan na dzisiaj to próba 25 podjazdów - do tej pory na koncie miałem 13... Ciemne chmury - prognoza straszy deszczem od 11:00, zobaczymy, co z tego wyniknie. Dzisiaj na Miodowej zebrały się mocne konie, kwiat lokalnego koksiarstwa. No i ja. Od początku mijam się z kolegą Piotrem W., poznałem po długich włosach. Dochodzi mnie na 7 kółku - robimy sobie przerwę zapoznawczą na batonika. Krążył jeszcze jeden kolega na szosie, ale zniknął po 5 kółkach. Kolejne 3 kółka robimy razem, ale potem pokazuje się znajomy Piotrka, Mateusz na szosie no i nie mam siły na utrzymanie koła. Na górze dogania nas Grzesiek - rozpoczyna się prawdziwe śmiganie :-) Czas i kilometry mijają spokojnie , na 19 kółku zaczyna padać. Kilka drobnych kropli i zaraz regularna ulewa. Zdążyłem szybko ubrać na górze kurteczkę deszczową, ale przy skali opadu okazała się być głównie wsparciem psychicznym. Kolarzystów wymiotło - nie wszystkich jednak. Grzesiek wytrwale kontynuuje. No to i ja się nie poddam. Po 20 kursie zawijam do sklepu Społem, pani patrzy na mnie ze zdziwieniem zmieszanym z politowaniem. Tankuję pół litra smoły i wciągam batona , wystarczy tego kopa do końca jazdy. Mijamy się z Grześkiem, ostatnie 2 zjazdy i mój ostatni podjazd jedziemy razem, za co dziękuję. Żegnamy się na pętli Głebokie - Grzesiek ma jeszcze 2 kursy do pyknięcia. Ja kieruję się do domu zastanawiając się, czy małżonka zmieniła klucze, żeby debila do domu nie wpuszczać. Ale ku mojemu zdziwieniu jestem miło powitany, małżonka stwierdziła, ze byłoby niehonorowo, gdybym wycofał się z jazdy, jeżeli inni walczyli. Oczywiście dodała, że jest to defekt męskiego mózgu, ale ponieważ jest za późno na leczenie...
Ciepła kąpiel, herbata z prądem - rege pełną gębą, a piwka czekają :-)
Zdjęć niestety nie zrobiłem, bo robota była....nie było czasu aparatu wyciągnąć ... To był udany, szalenie satysfakcjonujący dzień. Fajnie było poznać w realu zacnych koksowników :-) Arek - żałuj, ze się nie zdecydowałeś. O tym epickim wydarzeniu będą pisać książki i śpiewać pieśni ;-)
Pan Niebios wystawił mnie dziś na próbę, ale nagrodził moją niezłomność chórem anielskim.
Kolegom, wojownikom szczecińskich ulic, dzielącym trudy wspinaczki dedykuję od siebie godną naszego wyczynu pieśń bojową
Komentarze (14)
Dzięki, gdybym jeździł na Twoich parametrach wyrobiłbym się w 4 godziny ;-) Ale w kolejną sobotę spróbuję złamać granicę 2 klocków - jak słusznie zauważasz, nie jest łatwo u nas nastukać pionometrów :-)
Mirek - koks zrobiłby to w 4 godziny, a nie w 7 , hehehehe. Pozostało mi jeszcze wiele metrów do wykręcenia, chyba będe musiał w pierwszym sierpniowym weekendzie powtórzyć ten wyczyn , musze już psychicznie się do tego przygotować ;-)
Grzesiek - od pukania w głowę się zaczęło, na szczęście nie rozwinęło się w stronę jakiej się obawiałem :-) Oj, wspomnień fura na długie zimowe wieczory ! Dzięki i do następnego !
Gościu - dzięki za fachową podpowiedź, skorzystam na pewno. Teraz wiem, dlaczego inni kręcili ;-) Ja ćwiczyłem zjazdy w pozycji aero, bo moja "technika" jazdy jest wybitnie prymitywna :-) Zaparcie jak widzisz było, psycha jakoś dała radę, praca nad nią nigdy się nie kończy :-)
Na zjazdach kadencja zero - miesnie lepie sie regeneruja, gdy sie miekko kreci. Ale na 20 powtorzen czegokolwiek to trzeba miec twarda psyche i zaparcie.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)