Korzystamy z pogody dojeżdżając rowerem do pracy, spokojnie, żeby się zanadto nie upocić :-) Dziś w planach powrót przez Police, co przynajmniej do Skolwina łączy się z niedogodnością w postaci dużego ruchu, nie brakuje ciężarówek. W okolicach Strzałowskiej i tamtejszej siłowni pod chmurką skoczyłem nad rzekę. Piesek czaił się na łabędzia , no takie klimaty na dzielni ...
Podpłyń bliżej, jestem głodny...
Z kolei na terenach Energopolu zainteresowały mnie dwie stare jednostki - wyslipowany wrak jachtu oraz mały kabotażowiec stojący w basenie, nie mogłem odcyfrować jego nazwy...
Trzeba będzie pogrzebać w morskich archiwach "x", może poznam ich historię.
Od Polic do Jasienicy pracuję mocno, żeby jak najszybciej zniknąć z celowników autek ZPL. Ruch duży, więc nie decyduję się na jazdę do Trzebieży, skręcam na drogę do Karpina przez Dargobądź , asfalt szybko się konczy i drogą gruntową, czasem ślizgając się na piasku docieram do Drogoradza. Koło krzyża chcę zrobić przerwę na batonika, ale ławka jest oblegana przez tubylców. Wykręcam na Nową Jasienicę i doczepia się do mnie Pan Doczepka. Wytrwale kręci za mną, a ja nie potrafię go zgubić. W końcu jedziemy obok siebie i okazuje się dziarskim cyklistą z Polic w wieku 62 lat, może Mirek go zna. 2 tygodnie temu machnął 190 km, a co weekend kręci stówkę. Pogratulowałem formy, pożyczyłem sobie podobnego losu w przyszłości i odbiłem w leśnostradę nr 27. Tam w stronę Tanowa i pod wiatr do domciu przez Głębokie, Wojska, Halę AA i Litewską. Etap 69 to i 70 km udało się ukręcić, z tego ponad 60 po pracy, co mnie bardzo cieszy.
Komentarze (6)
Dzięki Janusz - popołudnie było przyjemne pogodowo, a i kręciłem w miarę spokojnie, więc o katordze nie było mowy :-) Mój lipiec też nie powali na kolana, oby pogoda w tygodniu pozwoliła na popołudniowe wyjazdy. Dziś i jutro przez wiatr raczej nie pojeżdżę :-(
Jarek, te setki po pracy to chyba w innym życiu, jak odrodzę się w ciele Sagana, albo chociaż Kwiatka ;-) Sprawa małżonki jest oczywiście niezwykle delikatna, staram się pogodzić ogień z wodą - ostatnio jakoś dogadujemy się w temacie rowerowym (tfu, żeby nie zapeszyć). Dopóki nie wyskakuję z pomysłami jazdy w wyścigach albo Mazurskich Pętlach ;-)
Ładny dystans. Niedługo będziesz rąbał setki po pracy, bo 50 przed powrotem do domu to już robi się standard. Ciekawe co sądzi o Twoim uzależnieniu żonka :)
No, ten to chyba polifoskę żre garściami ;-) Jechał na czarnej Meridzie, odziany w ostatnią kolekcję z Liedla (niebieski kolor z czerwono-białym kółkiem)
Może z widzenia i znam, ale najoględniej mówiąc w Policach bardzo dużo jest takich "Dziarskich cyklistów"...no cóż nawozy produkowane w Zakładach czynią cuda.
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)