Etap 67 - pętla sławoszewska + graniczne hopki
Niedziela, 5 lipca 2015
· Komentarze(3)
Udało się wyskoczyć na rozjazdową rundkę i wrócić przez upałem :-)
Wyruszyłem przez Bezrzecze do Wołczkowa, stamtąd spokojną jeszcze drogą do Dobrej. Na Sportowej udało się zrobić zdjęcie bocianiej rodzinie - tata albo mama pracowicie dzielili między młodzież jakąś myszę lub inna żabę.

Rodzinka klekotów z Dobrej
W pewnym momencie boćki zaczęły się na mnie gapić. Usłuszałem skrzeczenie trenerki Majki - co, bociana nie widziałeś, może już jedźmy dalej ? Ha - będę miał na nia teraz bata, jak będzie za bardzo mnie masakrować na treningach :-)
Przejechałem ścieżką do drogi na Stolec, potem ścieżką wzdłuż granicu do Buku. Postanowiłem wrócić do domu przez Bartoszewo, droga pusta, wciąż przyjemnie pochmurno.
W Sławoszewie robię dla Uli zdjęcie strasznego dworu, z jakże imponującami orłami przy bramie. Gustibus ...

Paskuda ze Sławoszewa
Powrót bez historii, ale z rosnącą temperaturą. Od Bartoszewa mijam coraz więcej cyklistów jadących w strone Tanowa, szkoda, że kaski na głowach to rzadkość. Na Głębokim nie ma jeszcze tłumów, spokojnie wracam przez Wojska, halę AA i Litewską. Pod domem pierwsze uderzenie full lampy - ale ja mam już wolne :-)
Wieczorem muzyczna uczta w Filharmonii - "Chopin na urodziny Szczecina", tym przyjemniejsza, że w klimatyzowanym wnętrzu :-)
Wyruszyłem przez Bezrzecze do Wołczkowa, stamtąd spokojną jeszcze drogą do Dobrej. Na Sportowej udało się zrobić zdjęcie bocianiej rodzinie - tata albo mama pracowicie dzielili między młodzież jakąś myszę lub inna żabę.

Rodzinka klekotów z Dobrej
W pewnym momencie boćki zaczęły się na mnie gapić. Usłuszałem skrzeczenie trenerki Majki - co, bociana nie widziałeś, może już jedźmy dalej ? Ha - będę miał na nia teraz bata, jak będzie za bardzo mnie masakrować na treningach :-)
Przejechałem ścieżką do drogi na Stolec, potem ścieżką wzdłuż granicu do Buku. Postanowiłem wrócić do domu przez Bartoszewo, droga pusta, wciąż przyjemnie pochmurno.
W Sławoszewie robię dla Uli zdjęcie strasznego dworu, z jakże imponującami orłami przy bramie. Gustibus ...

Paskuda ze Sławoszewa
Powrót bez historii, ale z rosnącą temperaturą. Od Bartoszewa mijam coraz więcej cyklistów jadących w strone Tanowa, szkoda, że kaski na głowach to rzadkość. Na Głębokim nie ma jeszcze tłumów, spokojnie wracam przez Wojska, halę AA i Litewską. Pod domem pierwsze uderzenie full lampy - ale ja mam już wolne :-)
Wieczorem muzyczna uczta w Filharmonii - "Chopin na urodziny Szczecina", tym przyjemniejsza, że w klimatyzowanym wnętrzu :-)




