Etap 62 - przejazdem przez Pasewalk
Z braku czasu relacja i fotki jutro wieczorem.
Na fotkach nie zobaczycie napotkanych trupów :
- lisa
- jenota
- srebrnej gadziny
- nietoperza
- prawdopodobnie małego dzika oskubanego przez nieznanych sprawców
Nie zobaczycie też Pasewalku, bo nie miałem czasu na zwiedzanie.
A oto wyczekiwana przez Was z wielkim napięciem relacja :
Budzik na 07:00 - za oknem wiatr. Wpakowałem w siebie WĘGLOWODANOWE (podkreślenie dla James77) śniadanie i ... zbierałem się kolejne dwie godziny... Wyruszyłem z mocnym postanowieniem przejechania 115 km, czy to wiatr czy deszcz. Do Loecknitz szło w miarę dobrze. Na chwilkę stanąłem w centrum pogadać z Żelaznym. Powiedział mi w zaufaniu, ze ma już dosyć stania w tym miejscu i też chce popedałować w dal. Nie zdziwcie się zatem, jeżeli go nie zastaniecie.

Może byś tak Żelazny wpadł popedałować ?
Koło Netto w lewo na Brussow, od Wollschow już centralnie wmordęwind aż do Pasewalku... Normalnie płaczę i kwękam, a i grubsze słowo się wyrwie, ale nie dziś, dziś mam zadanie do wykonania. W Brussow czycha na mnie kot-samobójca, ciskał sie jak Żyd po pustym sklepie i w końcu chciał zginąć pod kołem Przecinaka, ale go wymanewrowałem w ostatniej chwili. Od wyjazdu z Brussow zaczęła się terra incognita. Pierwsza wiocha - Fahrenwalde. Wjazd dziurawym asfaltem, obejścia jak na Niemcy dosyć nędzne, założyłem szybki przelot. A jednak - mądrzy ludzie mówią - nie oceniaj książki po okładce. Okazało się, że wiocha zasłużyła aż na 4 fotostrzały ...

Denkmal z Fahrenwalde
Ostatnie nazwiska z obelisku datują się na 1919 - czyżby Powstanie Wielkopolskie, albo 1sze Śląskie ?

Kościół Fahrenwalde

Kombajn do zbierania kur po wioskach

Wiatrak z Fahrenwalde
Jadę landówką, a nie zalecanym szlakiem rowerowym, czyli kolejna miejscowość to Brollin. Tam jest tzw.Schloss, ale okazuje się nie być zamkiem, a bardzo zgrabnie pomyślanym majątkiem, przekształconym w niemiecko-polski ośrodek sztuki. Do majątku należał tez kościół z kamienia polnego, a jak kościół to i cmentarzyk przy nim się znajdzie...

Kościół w Brollin
Imponujący betonowy nagrobek z mieczem i dębowymi liśćmi musi kryć pod sobą grób poległego za kajzera i vaterland.
Niestety, inskrypcje zatarł czas i deszcz, moja ciekawość pozostaje niezaspokojona....
Na podstawie krzyża pyszni się betonowa róża - może ostatni podarunek od narzeczonej ....

Kwatera przy kościele w Brollin

Ośrodek Schloss Brollin
Mknę przez Pasewalk, na zwiedzanie powrócę następną razą. Wiatr redukuje opcje wycieczki - ze wstrętem odrzucam orginalny plan Jatznik-Torgelow-Viereck, walę od razu na tą ostatnią miejscówkę. Po drodze robię sobie pit-stop na przystanku, gdzie na wycieczce z Arkiem złapałem kac-bombę i ledwo do domu wróciłem. Dziś nie ma o tym mowy - wciągam banana i batona i żwawo jadę dalej. W Viereck zaplanowałem wizytę przy kościele - jeżeli jest tam denkmal, to musi być właśnie tam. Bingo, cherklaku szolmsie :-)

Kościół w Viereck

Viereckowy denkmal
Przez pola pakujemy w stronę Glashutte. Z kalkulacji kilometrowej wynika, ze muszę jechać przez Dobieszczyn. Na granicy robię sobie kolejny pit-stop i pierwszy raz wciągam żela. Błeeee, niedobry ... Ale chyba działa, cisnę naprawdę dobrze do Tanowa, dwa razy mijam grupę niemiłych dziadków, którzy mnie nie pozdrawiali. Dwa razy - bo wymieniałem jeszcze baterie w garniaku :-) W Bartoszewie notuję 100 na liczniku , mózg elektronowy dokonuje niezbędnych obliczeń - muszę pojechać przez Dobrą. Robię to trochę niechętnie bo nie lubię tej trasy, po drodze pokrzepiając się snickersem. Nie jest źle, dobrzanie i wołczkowianie ZPL chyba akurat spożywają obiady , ruch nie jest uciążliwy. Dalej standard - Głębokie, Wojska, Hala AA, Litewska i dom.
Pora na celebrację, może być i na czarno...




