Dzisiaj deszcz ścigał mnie do pracy, ale nie zdążył. Nie dlatego, żebym jakoś wybitnie pędził, po prostu tym razem on zaspał. Po robocie miałem szybciutko dojechać do chaty, żeby zdążyć przed kolejną falą opadów - dziś ot tak, przejazdżkowo, bo prognozy na kolejne dni są fatalne. O 16:00 byłem w gotowości , dzwoni telefon - klient odpowiada na ofertę, 30 minut klaruje mi, ze jest ona niezwykle droga i nie może z niej skorzystać. Ja rozumiem, ale dlaczego aż 30 minut ? Nie zmieniłem stanowiska negocjacyjnego - nie stać cię na 5 euro ? To jutro będzie 6 .... Ględził całe 30 minut !!! Normalnie 10 km poszłooo jak psu w budę ... Z lekka zagotowany udałem się w stronę Owocowej, ale nogi dzisiaj nie niosły, Majka tylko prychnęła pogardliwie ... Toczyłem się do domu koło cmentarza, odbiłem na Mierzyn do Topolowej, tam przez chwilę rozważałem przeskok przez Bezrzecze i Wołczkowo na Głębokie, ale deszcz miał padać, no i zwizualizowałem sobie pojazdy z rejestracjami ZPL... Żyzna, obok Hali AA do Wojska, mały szpurt na "Szafera małe hill" i Litewska, gdzie nie mogę się poprawić. Trzeba wrócić na pagóry i nabijać w odnóża :-)
Do domu niosło dzisiaj Mumford & Sons
Mapka z powrotu
Komentarze (3)
Kij z klientami, obyśmy zdrowi byli :-) Z tymi "bymi" też mam kłopot, ważne, żeby się rozumieć :-)
Pan Klient myslał, że jeśli będzie ględził wystarczająco długo to zmiękniesz i będzie taniej. Zamiast tego wkurzył Cię i będzie drożej. :D Wczoraj ładnie popadało, mogło by jeszcze trochę, chociaż niekoniecznie w dzień. Od łykendu temperatury 20 i więcej, załatwiłam z Matką Naturą, bo tego waszego marudzenia nie dało się już czytać. :D
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)