Ufff, po wyjazdowym weekendzie pora na przejażdżkę.Mogłem być bardziej asertywny i pojechać też w poniedziałek, oszczędziłbym sobie 45 minut stania w korku od portu do Galaxy. No ale nie jestem... Dzisiaj bez szaleństw, po prostu rozkręcić nogę i spalić trochę kalorii przyjętych na wyjeździe, gdzie jak wiadomo zdobyte kalorie liczą się podwójnie ;-) Do pracy zwyczajowo przez park, Jasne Błonia i ścieżki do Mostu Krwawego (ku pamieci Jarro). Po pracy niebo straszy deszczem - zamiast ryzykować, poszukam swojego Graala ;-) Dotarłem do jego groty, pomierzyłem co trzeba no i mamy problem... Pupa jest tak mikroskopijna, że zasugerowano mi jazdę bez siodełka, bezpośrednio wkręcając się na sztycę... To oczywiście suchy żarcik - idą imieniny, może się jakaś życzliwa dusza dorzuci do wygodnego siodła,w końcu parę godzin na nim spędzam ... Powrót przez Jasne Błonia i park, chcę przejechać 30 km, więc odbijam Wszystkich Świętych w stronę Chopina i podjeżdżam sobie w ten sposób Miodową strzałem z boku. Mam ochotę zjechać lasem z Gubałówki , staczam się od wyciągu szukając ścieżki - o jest ! Może potraficie zakręcić na łysej oponie w piachu o 90 stopni ? O jak Conti pięknie popłynęła :-) Pan zamawiał zdrapkę na łokciu ? Proszszsz... I garść kurzu w gębie w gratisie. Reszta zjazdu już bez emocji , ale jakoś nie chce mi się "piaskować" wokół jeziora... Toczymy się do domu przez Wojska i koło Hali AA, na Litewskiej wykorzystuję wqurw i epicko biję swój najlepszy wynik o 1 sekundę - w końcu !!! Czyli w życiu wszystko jest po coś.
Aaaa - udało się przekroczyć 3000 km :-)
Piasek, do którego się tuliłem był szary, a nie czerwony - może to i dobrze ;-)
Mapka z powrótu
Komentarze (5)
Myślę o dziurawce i będę w tym kierunku działał. Zawsze mówię, że jakby armia Paulusa miała płyty Rammstein pod Stalingradem, to przeszliby Wołgę i losy wojny potoczyłyby się inaczej...
"Dziurawe" kup, komfort naprawdę o wiele większy, a w upały to już w ogóle. ;) Jakie Conti s łyse? SportContact? Ilekroć słyszę Rammstein, to myślę, że należeliby do ulubieńców Adolfa. ;)
Jarek - ten haniebny upadek miał miejsce PRZED wjazdem na ścieżkę, dobrze, że nikogo nie było i mogłem bezboleśnie przełknąć wstyd. Kolejna nauczka, bezsensowna próba gwałtownego skrętu - a przecież nikt mnie nie gonił, można było nawet to przestrzelić i wrócić...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)