W sobotni poranek wyjazd na krótka pętlę celem rozkręcenia , uda trochę "ciągną" po dwóch setkach. Ale jechało się dosyć dobrze, nawet cykloza zaczęła podpowiadać dłuższe warianty... Na szczęście miałem jasno wyznaczone zadania - huśtawka ma być skręcona do 11:00 ! Bezrzecze i do Dobrej przez Redlicę. Potem kierunek na Grzepnicę i Bartoszewo. Na ścieżce pojawiają się bikerzy, którzy zaczynają swoje podróże, ja już wracam do domu. Na Głębokim puszczam się wokół jeziora, jest jeszcze pusto. Mijam bez dzwonienia zakochana parę , jeszcze pamiętam, że trudno chodzi się za rękę "gęsiego" ;-) Dzwonię natomiast na rodzinną wycieczkę na dziką plażę w składzie samiec z torbami rumuńskimi + 2 samice + 2 młode i pies , ostatnie 3 osobniki ganiające luzem. Z ostatnich jazd w ciepłej temperaturze mam też obserwację, że na ścieżkach koło akwenów wodnych pojawił się nowy gatunek cyklistów - faceci z cyckami , z których są tak dumni, że jadą topless.... Gender w rozkwicie, jego mać. Dojazd do domu przez Wojska/ halę AA oraz Litewską. Błyskawiczna akcja śrubokręt + dwa imbusy + dwa nasadowe i melduje wykonanie zadania ! Można się bujać, huśtać i zalegać. W nagrodę na garden party oko małżonki ma być nieco przymknięte na wizyty przy piwoźródle ;-)
Komentarze (5)
Z dużej chmury mały deszcz. Ja oczywiście o beczce :)
Znajomego powinniście byli wcisnąć do tej beczki to nauczyłby się odróżniać 30 od 100. :D Faktycznie straszna lipa, dobrze że chociaż prosiak uratował sytuację. O małżonce nawet nie wspominając, bo takiż to już los i obowiązki małżonek. ;)
Eeeeeeeeeeeeeeeeee tam, lipa, keg miał tylko 30 litrów,a birbantów wielu ... Przez to potem pojawiły się inne płyny, ale dzięki zakąsce prosiakowej zniosłem to wydarzenie przerażająco dobrze. Na szczęście małżonka w odpowiedniej chwili wezwała do odwrotu i nie zdążyłem wypić swojego tradycyjnego drinka, tego wiesz, o jednego za dużo ;-)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)