W piątek miałem jechać do winnicy Turnau do Baniewic. Margines czasu na powrót to 14:30. Teren nieznany, założyłem sobie 7 godzin, czyli wyjazd 07:30. Tia.... O 08:00 przetłumaczyłem sobie, że nie mogę znaleźć wskazówek Uli na dojazd, że będzie gorąco, polskie drogi a na nich szaleni rodacy ... W efekcie postanowiłem po prostu się gdzieś przejechać i odpowiedziałem sobie na pytanie, co dziś najbardziej by mnie ucieszyło. Padło na zjazd z Ladenthin do Lebhen, a potem się zobaczy. Tak też zrobiłem. Po drodze do Warnika ucieszyłem się ze spotkania boćka koło Bobolina.
Boboliński bociek
Zjazd super chwila moment i już Krackow. Nieźle się kręciło, tablica Penkun 5 km i decyduję się na odwiedziny w tym miasteczku, gdzie chwilę odpocznę i podejmę dalsze decyzje. Mam wizję oszronionego kufelka izochmielu, ale niestety nie znalazłem otwartej knajpki z ogródkiem, żeby postawić bezpiecznie rower. Pokręciłem się chwilę po miasteczku, w końcu jestem turystycznie, bez koksów marudzących przy każdym fotopostoju. Wjechałem na dziedziniec zamku, lipa zapraszała do wypoczynku w cieniu, skorzystałem i wciągnąłem batonika.
Denkmal z Penkun
Kościół w Penkun
Uliczka kościół - rynek
Zamek w Penkun
Gościu, siądź pod mym liściem a odpocznij sobie...
Rozważałem drogę przez Gartz, ale wiatr był lepszy na drogę przez Brussow i Loecknitz, no to jazda. Po drodze Sommersdorf, gdzie pięknie oklekotały mnie tamtejsze boćki. Przy kościele zdjąłem rękawki , co wzbudziło szczery rechot dalszej rodziny Uli z pobliskiego stawu. Sorry, nóg i rąk nie ogolę, możecie rechotać do woli ...
Kościół w Sommersdorf
Boćki z Sommersdorf
Przede mną Grunz i zjazd do Schmoeln. Od tablicy zawróciłem i podjechałem sobie dla sportu, po czym zjechałem ponownie i podjechałem znacznie dłuższy kawałek do Schmoeln. Ominąłem tamtejsze centrum z kościołem, będzie jeszcze okazja to obejrzeć. Na trasie pojawia się Schwaneberg, obejrzałem sobie stary kościół i pięknie odbudowany dwór z budynkami gospodarczymi.
Dwór w Schwaneberg
Kamienny kościół w Schwaneberg
Robi się coraz cieplej, ale kręcę wytrwale w stronę Brussow, tam na pewno napiję się chłodnego piwka, albo na uliczce wjazdowej albo w budzie Radebergera na rynku. Guzik... Buda nie dojechała a wszystkie knajpy pozamykane, co za dzicz ... Obejrzałem sobie okolice rynku i kościoła, jadziem dalej...
Kościół w Brussow
Denkmal z Brussow
Kierunek Loecknitz, ścieżka rowerowa kończy się 3 km od rogatek miasta, ale ruch niewielki. Decyduję się skorzystać z doświadczeń Arka i odwiedzam cukiernię przy Netto. Wciągam ciacho i na dwa łyki tankuję zimniutką smołę. Staram się od dwóch lat nie pić tego chemicznego zajzajeru, ale trzeba przyznać, że w upał stawia na nogi, nie pierwszy raz się ratowałem... Potem znana droga przez Boock i Blankensee do granicy. Tak oczywiście panowie raczą się piwkiem w gospodzie. OTWARTEJ. Pewnie dlatego, że Polka ją prowadzi. Niestety, to za blisko Polandii, nie wypocę promili. Od granicy do domu przez Dobrą wmordęwind, uciążliwy, bo i przejechana poprzedniego dnia stówka dawała już o sobie znać. Po przyjeździe tradycyjne odkrycie - nie posmarowałem rąk olejkiem, klasyczna opalenizna na małorolnego już jest ....
Komentarze (8)
Ja na tym podjeździe to kiedyś o mało z roweru nie spadłem, bo oglądałem sobie jeziorko, a jakoś tak miałem jakieś mega duże przełożenie i nagle kawałek takiej stromizny, nawet nie było kiedy się wypiąć, albo bieg zrzucić - na "szczycie" to miałem chyba ze 3km/h :) Super wycieczka.
Ta knajpka nad jeziorem też jest otwarta w kratkę. W razie gdybyś w Penkun czy jego najbliższej okolicy umierał z pragnienia, to przypominam, że jest tam sklep z Getrankami, zjeżdża się od zamku kostką (albo chodnikiem) w kierunku na Gartz, czyli przeciwnym niż pojechałeś. Wracając ze sklepu można przy okazji zaliczyć podjazd do zamku (kostką lub chodnikiem), który tym razem przeoczyłeś. ;)
Janusz -oczywiście, ze warto. Żeby tylko zawsze był czas, to mogę sobie tak błądzić bez celu :-)
Ula - w Grunzowym ogródku samolotowym byłem już dwukrotnie :-) Klienci w pracy - no coś w tym jest. Muszę przekonać się do zabierania u-locka z linką, to będę mógł spokojnie wejść do sklepu...
Kolejna, piękna wycieczka - moim zdaniem najciekawsze są zwykle wycieczki realizowane ad hoc, bez specjalnych planów. Wyszło Ci ponad 100 km ale warto było, czyż nie ?
Tym razem poszalałeś częściowo po trasie należącej do moich ulubionych, czyli Penkun-Schmolln-Brussow. Szybko zdobywasz nowe terytoria w pionie i poziomie. ;) W Grunz mogłeś jeszcze zajrzeć do samolotu w ogródku TU-iles tam. U Niemców w tych wszystkich dziurach przedpołudniem jest zawsze pozamykane, klienci w pracy. To jest minus jeżdżenia po Niemczech, poza większymi miasteczkami trudno coś kupić. Ale jakoś poradziłeś sobie. ;)
w Penkun polecam knajpkę nad jeziorem Zamkowym , prowadzona przez Polaków ....z dziedzińca zamkowego zjechać musisz na dół nad jezioro pieknym chodniczkiem i juz :)
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)