Bardzo przepraszam czytelników za beznadziejne nudne wpisy - tak będzie do końca miesiąca. Wspinamy się, taka sytuacja ;-)
Po 3 dniach służbowego niezdrowego spędzania czasu i słuchania tupotu białych mew - dzisiaj w końcu na rowerze. Z mocnym postanowieniem ukręcenia tysiaka w pionie ...
Wg Garmina się nie udało, wg stravy wręcz przeciwnie - a ponieważ o stravowe wyzwanie chodzi, to nie będę polemizował...
Najkrótsza recenzja dzisiejszej jazdy - pieprzony wiatr, pieprzony wiatr, pieprzony wiatr , pieprzone samochody .... Nawiązując do seksualnego tytułu wpisu - szczytowałem 13 razy....
Uprzejmie jeszcze raz przepraszam za nudę wiejącą (mam nadzieję, że chwilowo) z tego blogu ...
Kościół na Miodowej
Niespodziewana i pełna niespodzianek mapka
Komentarze (7)
Mirek, a gdzie tam. To tylko w ramach wirtualnego wyzwana, ale mam nadzieję, ze treningi zaprocentują w lecie na płaskich dystansach :-)
Ula, muszę potarmosić jeszcze 46 "miodowych cycków" żeby przekroczyć 6 tysięcy metrów. Ale dla higieny mojego związku z Miodową Księżniczką muszę zmienić choć na chwilę obiekt uczuć i pewnie wykonam skok w bok na Koronę Północy. Innymi słowy 2 soboty z planem ca 1 tysiąc , resztę dorobić w pozostałe dni w bardziej rozsądnej dawce :-) Ponieważ muszę również zaliczyć Gran Fondo +100 (ale mi gran, hehehehe) to miałem wizję 20 kursów na Miodową, co z dojazdem da ciupę powyżej stówki. Nie wiem tylko, czy w trakcie nie zasnę z nudów ;-), choć uczciwie trzeba stwierdzić, że o emocje dbają kierowcy...
Po latach przypomniałem sobie, jaka to frajda pojeździć na rowerze :-)
Nie ścigam się w wyścigach, nie jeżdżę w stadzie (więcej niż 3 osoby to stado), odmóżdżam się walcząc sam ze sobą.
Jestem leszczykiem, po prostu rowerowym leszczykiem :-)