Etap 41 - Miodowa x 12

Sobota, 9 maja 2015 · Komentarze(10)
Pewnego razu w odmiennym stanie świadomości klinkąłem na "May Strava Climbing Challenge" ... Uuuups, 6 tys przewyższenia od 09/05 do końca Giro d'Italia - chyba błąd, bo do tej pory zaliczyłem w miesiącu połowę tego... Trudno, co robić, honorowo zmierzę się z tematem. Nie ma tu co wydziwiać z ortodoksyjnym niepowtarzaniem ulic, tu kurna trzeba podjeżdzać i jakoś to pogodzić z dystansem planu miesięcznego ;-) Miodowa blisko, w sobotę rano zaczynamy. Rano pobudka przed 06:00 - przywitam się z kolegami startującymi z Głębokiego na objazd Zalewu. Zaraz spotykam Adama, po chwili przychodzi się przywitać Mirek, zapewne poznał mnie po wyrzeźbionej łydzie ;-) Humory dopisują, organizacja bardzo dobra, 200 masek ogarniętych - a nich sobie jadą :-)


Zbiórka zalewowiczów na Głębokim

Zostaję sam na sam z Miodową, na razie pustą... Czy te dwa drinki wieczorem były potrzebne ? Wkrótce się okaże, czy A. szkodzi zdrowiu ;-) Chciałem tego dnia zaliczyć 1000 m, wyliczyłem sobie 12 kółek, jak się potem okazało o 2 za mało. W słuchawkach musi być coś żwawego, na początek AC/DC. Monotonna jazda góra - dół urozmaicana obserwacjami socjologicznymi przechodniów (poranne zakupy panów - chleb, mielonka, czteropak), wymianą paru warknięć z lokalnym macho, któremu obejście mojego roweru podczas przerwy na nawodnienie na Andersena wydawało się nadludzkim wysiłkiem ... 
Batonikowa przerwa po 7 wjeździe koło kościoła, vis a vis pomnika poległych mieszkańców dzielnicy. Można dostrzec orginalnie ryty żelazny krzyż...


Osowski denkmal

Z biegem czasu ruch narasta, robi się z tego highway to hell. Idziemy zatem ostrzej, Metallica pomaga zapomnieć o przemykających autach. Ostatni podjazd staram się pokonać jak najszybciej, nie muszę już oszczędzać sił. Podczas zjazdu podziękowanie dla Madonny z Miodowej - uchroniła od blachosmrodów, a Św.Bernard nie poskąpił "mocy" w nodze ;-)


Madonna z Miodowallo 

Powrót przez Wojska / halę AA i Litewską z tradycyjnym sprintem z tradycyjnym wynikiem :-)
Ogólnie nie było tak źle, tylko jak jeździć na Miodowej w tygodniu ? Na myśl o samochodach robi się słabo...

Odrzucę lęki, gwałt niech się gwałtem odciska ...

Pasjonująca i jakże zaskakująca mapka w załączeniu ;-)


Komentarze (10)

Challenge Mt Everest zostawiam południowcom. Po 3 tyg. katowania lokalnych uliczek raczej będę miał ich na miesiąc dosyć....

leszczyk 07:08 czwartek, 14 maja 2015

Jarek, popieram domowe destylaty, tuś mi brat :-)

leszczyk 10:34 poniedziałek, 11 maja 2015

Hmmm... w takim razie też będę musiał wprowadzić do swojej diety większe ilości wywarów i destylatów z trujących roślin, bo coś mi brakuje zacięcia do równie intensywnych treningów :)

Jarro 07:06 poniedziałek, 11 maja 2015

Jak dla mnie to byłby nadludzki wysiłek - brawo za konsekwencję. Będę Cię dalej mobilizował do zrealizowania celu!

lenek1971 18:47 niedziela, 10 maja 2015

Jarek - nie wiem jak koledzy, ale ja spożywam jedynie naturalne soki i wywary z trujących roślin :-)

Janusz - dzięki, mam dusze sportowca, za którą niestety już nie nadąża ciało. Ale dopóki fantazji starczy, to się poszarpię ;-)

Mirek, o dziwo wcale się nie sponiewierałem. Z radością czekam na wspólne hakerle i kebsa :-)

leszczyk 16:53 niedziela, 10 maja 2015

Widzę że sponiewierałeś się na maxa, poza tym miło było spotkać się w realu (w czerwcu uderzamy na Ueckermunde).

srk23 16:43 niedziela, 10 maja 2015

A mnie najbardziej podoba się mapka z "wycieczki" -:) a tak na prawdę podziwiam Cię za ten żmudny rodzaj treningu realizowany z żelazną konsekwencją. Gratuluję też sprawności czysto sportowej - to jednak w moim mniemaniu był sportowy wyczyn

jotwu 11:52 niedziela, 10 maja 2015

Czy Wy tam w Fast-ie wszyscy coś bierzecie, czy tylko taki klimat :)?

Jarro 10:38 niedziela, 10 maja 2015
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa zwina

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]